wycieczka rowerowa
| Dystans całkowity: | 70948.95 km (w terenie 2851.00 km; 4.02%) |
| Czas w ruchu: | b.d. |
| Średnia prędkość: | b.d. |
| Liczba aktywności: | 1211 |
| Średnio na aktywność: | 58.59 km |
| Więcej statystyk | |
Lany poniedziałek
-
DST
82.00km
-
Teren
15.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Pomimo złych prognoz wyruszyliśmy z Krzarą do Śmiertnego Dębu z pisanką dla Danusi. Dwukrotnie natknęliśmy się na grupki amatorów Śmigusa-Dyngusa lecz Krzara zachował się jak prawdziwy lew i wyszłam z tych spotkań sucha. Jednak wkrótce rozpadał się deszcz i sprawił, że poniedziałek był rzeczywiście "lany".
Po drodze spotkaliśmy amatorów jazdy konnej, dla których także deszcz to nie powód, żeby siedzieć w domu.
Chcieliśmy część drogi przejechać czerwonym szlakiem. Niestety, większość szlaków na Jurze wciąż jest nieprzejezdna. Krzara chciał wstąpić do kościoła w Zrębicach, dotarliśmy tam asfaltem, przez Biskupice.
W Piasku schowaliśmy się przed deszczem pod daszek zabudowanej studni, lecz chłód szybko nas stąd przegonił.
Po przemiłej wizycie w Śmiertnym Dębie ruszyliśmy do domu nie robiąc nawet przerw na zdjęcia ze względu na nieustający deszcz.
Kategoria wycieczka rowerowa
Trzeba spalić trochę kalorii
-
DST
49.70km
-
Teren
5.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Po obfitym świątecznym śniadanio-obiedzie trzeba było trochę się ruszyć. Niedaleko i bez szaleństw. Najpierw do Mstowa.
Potem przez Małusy Wielkie i Turów do Olsztyna.
Przy drodze drzewo z siatką wrośniętą w korę. Ciekawa faktura.
Inne drzewo z piękną fakturą kory.
No i Olsztyn po raz kolejny :)
Kategoria wycieczka rowerowa
Niech będzie: "Łabędzie"
-
DST
93.00km
-
Teren
12.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przedświąteczna krzątanina zajęła mi znaczną część dnia, umówiliśmy się z Krzarą dopiero na 14.30. I tak za wcześnie, sprawy rodzinne zajęły mu więcej czasu. Czekając ruszyłam na promenadę i tam spotkałam grupę rowerzystów promujących Masę Krytyczną. W centrum stała młoda koleżanka na rolkach, a obok "masowa" riksza z głośnikami. Głośniki trochę zawiodły ale i tak reklama na szóstkę!
Zajrzałam też do skate-parku. Jeden młodzian prezentował umiejętności których mogłabym pozazdrościć, reszta dzieciaków jeździła po płaskim, prezentując swój świetny sprzęt i ochraniacze :)
Po trzeciej ruszyliśmy na wycieczkę. Kierunek - Ostrowy nad Okszą, cel - pogapić się na łabędzie.
Łabędzie były. Niezawodne.
Następny przystanek na moście w Ważnych Młynach.
Drogę powrotną Krzara zaplanował na sposób powsinoski, a więc jak w piosence jechaliśmy ode wsi dode wsi, a to po to tylko, żeby dokręcić trochę kilometrów.
A co to w tej rurze siedzi?
Chyba go znam ;)
Kategoria wycieczka rowerowa
Niedziela palmowa
-
DST
115.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Krzysiek do plecaka załadował bazie i ruszyliśmy do Siewierza.
Po drodze zahaczyliśmy o zalew w Poraju.
Zamek w Siewierzu. Trwają tu prace renowacyjne. Już odtworzono most i bramę, a i wewnątrz coś się dzieje.
Obeszliśmy zamek dookoła dość szybko, bo było zimno, a deszcz co rusz padający z mniejszym lub większym natężeniem nasączył wilgocią nasze ubrania.
W restauracji przy rynku zagrzaliśmy się smacznym żurkiem.
Mieliśmy wracać czarnym szlakiem. Niestety, gdzieś po drodze Krzysiek rozwiał się jak dym wraz z moim aparatem, akurat kiedy w lesie natknęłam się na piękne białe kwiaty. Czekałam długo, żeby je sfotografować. Na próżno Spotkaliśmy się dopiero w Koziegłowach. Po drodze ulewny deszcz przemoczył mnie do reszty, a na pociechę pozostało mi to zdjęcie żółtych kwiatków.
Mokro. No , ale przecież to nie powód, żeby siedzieć w domu ;-)
Kategoria wycieczka rowerowa
Szukamy wiosny w Jeziorze
-
DST
68.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Kontynuując poszukiwania przejawów wiosny wybraliśmy się do Jeziora przez Blachownię.
Już po kilku kilometrach dopadliśmy Ją, stokrotkę w przydrożnym rowie.
W Blachowni, podobnie jak w Kobiernicach łabędzie noszą modne naszyjniki.
Na strumyku jeszcze można znaleźć kawałki kry
Po drodze Krzara znalazł mi królewicza z bajki.
Jezioro w Jeziorze jeszcze skute lodem i śnieg zalega na brzegach.
Może wiele tej wiosny na zdjęciach nie widać, jednak ona jest. To się po prostu czuje :)
Kategoria wycieczka rowerowa
Idiotka
-
DST
82.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Idiotka. Tym słowem powitał mnie rano Krzara. Jednak pojawił się w umówionym miejscu, pomimo wiatru, śniegu, deszczu i wszelkiego ponuractwa pogodowego więc mu to wybaczyłam. Zresztą szybko zmienił zdanie na temat dzisiejszej jazdy. Padać przestało, nawet pokazało się trochę słońca, a wiatr wiejący w plecy pomagał uzyskiwać satysfakcjonujące prędkości. Po drodze dostrzegłam może nie przebiśniegi, ale jednak coś zielonego.
Chwile bez opadów nie były zbyt długie, a kałuże i przejeżdżające samochody sprawiły, że wkrótce byliśmy dokładnie mokrzy. Jednak jechało się fajnie. Tak dojechaliśmy do Apolonki przez Żuraw i Janów.
Nietypowy Chrystus z kapliczki w Apolonce.
W Janowie zagrzaliśmy się ciepłym żurkiem, a ja kupiłam w sklepie skarpety i worki foliowe, żeby dopieścić przemoczone i zmarznięte stopy.
Na rynku w Janowie.
Powrót z Janowa był gorszy. Wiatr utrudniał jazdę i sypał w twarz a to gradem, a to śniegiem, a to zwykłym deszczem. Drugi postój w Olsztynie, oczywiście w barze Leśnym.
Jeszcze jeden aniołek z Olsztyna.
Po miłym spotkaniu ze znajomymi Krzyśka ruszyliśmy w dalszą drogę pod wiatr, w deszczu i przez kałuże-giganty.
Kategoria wycieczka rowerowa
Magia okrągłych liczb
-
DST
100.70km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Zaczęło się od gleby. Pod warstwą świeżego śniegu nie dostrzegłam oblodzonych nierówności i wyłożyłam się dość boleśnie. Oj, będzie siniak. Niektórzy mają ich więcej, nie będę się licytować ;) Pierwotnie zamierzałam wjechać w teren, żeby poszukać przebiśniegów lub innych zwiastunów wiosny. Po tym upadku odpuściłam jednak i wybrałam łatwe asfalty.

Pojechałam przez Olsztyn, Złoty Potok do Żarek.
W Żarkach stwierdziłam, że mam 48 km, co mnożone przez dwa da mi 96 km. Trochę głupio. Wolałabym sto. Zwłaszcza, że ta setka zarazem dałaby mi pierwszy tysiąc przejechany w tym roku. To rozumowanie pewnie tym bardziej nie wygląda mądrze, ale cóż - ot, zwykła próżność i magia okrągłych liczb. A, co tam. Pokręciłam się trochę po Żarkach, przypomniało mi się, że miałam szukać przebiśniegów.
Wracając wjechałam więc w las. Przebiśniegów nie znalazłam, ale parę kilometrów nabiłam.
W Olsztynie zatrzymałam się przy szopce z aniołami.
Kategoria wycieczka rowerowa
Pod wiatr i z wiatrem
-
DST
105.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Śnieg stopniał. W związku z tym odwołano zawody biegówkowe, a ja zyskałam towarzystwo na niedzielne rowerowanie w osobie nieocenionego Krzary. Pojechaliśmy w stronę Woźnik i Koszęcina po drodze zahaczając o pałac w Czarnym Lesie.
Dzień był słoneczny i ciepły. Jazdę utrudniał tylko silny wiatr wiejący w twarz.
Woda jeszcze skuta lodem, pewnie i ziemia głęboko zmarznięta.
W Piasku, w hotelu-pałacyku wydaje się, że wciąż jeszcze króluje zima.
W Koszęcinie wstąpiliśmy do herbaciarni na tyłach pałacu. Poznaliśmy tam uroczą panią Basię, która nie tylko uraczyła nas smacznym i tanim posiłkiem ale także, a może przede wszystkim barwnymi opowieściami o zespole Śląsk, w którym jako tancerka i śpiewaczka występowała przez długie lata. Żal było przerywać te opowieści, no ale "komu w drogę temu czas..." Na zdjęciu lalka z pełnej wdzięku kolekcji pani Basi.
Droga powrotna była z górki i z wiatrem, ani się obejrzałam a już byliśmy w Konopiskach. Dzień jeszcze młody, odbiliśmy więc przez Aleksandrię w stronę Blachowni, potem na cmentarz w Kawodrzy i do domu. Dzień udany, pełen wrażeń i wreszcie w pełni "rowerowy".
Kategoria wycieczka rowerowa
Do Złotego Potoku
-
DST
84.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Przez Żuraw, Piasek. Powrót miał być przez Siedlec, lecz gdy wjechałam w drogę na Zrębice błoto pośniegowe i kałuże skutecznie mnie zniechęciły. Wracałam główną drogą na Olsztyn.
Przed Lusławicami
A źródło, a źródło wciąż bije...
Przy źródełkach
Zwalone drzewo
Na stawie jeszcze lód trzyma
Przydrożna kapliczka
Wróbel piwny
I znów Olsztyn
Kategoria wycieczka rowerowa
Mokry śnieg, mgła i wiatr
-
DST
47.20km
-
Teren
5.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Ciężko mi było dzisiaj zmobilizować się i wsiąść na rower lecz gdy już to zrobiłam nie żałowałam. Oczywiście kierunek Olsztyn. Przy takiej pogodzie wolę nie ryzykować innej trasy. Tutaj wiem, że jakoś przejadę, a na miejscu będę mogła zagrzać się ciepłym żurkiem w ciepłym barze i ze świeżymi siłami ruszyć z powrotem. Jeszcze w Kusiętach trafiła mi się specjalna premia.
Nieostry, ale złapałam go! Trochę szkoda, że bez ogona. Może innym razem.
W Olsztynie trochę pokręciłam się żeby zrobić jakieś fotki. Białe skałki pod białym śniegiem i w białej mgle nie wyglądały zbyt atrakcyjnie a zamku wcale nie dopatrzyłam się w miejscu gdzie być powinien. Pewnie rozkradli na skalniaki.
Jednak Olsztyn wcale mi się nie znudził. Mam nadzieje, że jeszcze tu wrócę jakieś sto tysięcy razy :)
Kategoria wycieczka rowerowa

