anwi prowadzi tutaj blog rowerowy

Wpisy archiwalne w kategorii

wycieczka rowerowa

Dystans całkowity:70948.95 km (w terenie 2851.00 km; 4.02%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Liczba aktywności:1211
Średnio na aktywność:58.59 km
Więcej statystyk

Nacieszyć się wiosną.

  • DST 88.00km
  • Teren 8.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 3 kwietnia 2011 | dodano: 03.04.2011

Nie miałam planu turystycznego ani żadnego innego celu poza tym, żeby wreszcie poczuć jak to miło, gdy jest ciepło, świeci słońce i cała przyroda budzi się do życia. Odwieczny, coroczny cud nastania wiosny.



Rozkwitają kwiaty.



Motyle zaczynają swój taniec.



Młode listki pojawiają się na krzewach.



Wokół źródełka już się zieleni.



Żółte gwiazdki.



Niebieskie gwiazdki. Białe, różowe, fioletowe. Oczy się cieszą, pachnie, ptaki świergolą, czego więcej trzeba do szczęścia?
Jednak była premia specjalna.



Krzara w rozmowie z miejscowym rowerzystą dowiedział się o istnieniu bobrowiska między Wancerzowem i Skrzydlowem. Oczywiście wybraliśmy się tam.



Miejsce pełne uroku. W innej porze roku pewnie mocno zarośnięte, teraz odkrywa swoje tajemnice.



Uwielbiam takie dzikie zakątki (o ile insekty nazbyt nie dają się we znaki).



Tu ewidentne ślady bobrów. Niestety, bateria w aparacie wyczerpała się, a było jeszcze sporo do sfocenia. Trzeba będzie tam wrócić.


Kategoria wycieczka rowerowa

Meta Menardi

  • DST 93.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 27 marca 2011 | dodano: 27.03.2011

Najbardziej jadowity pająk w Polsce. Szczególnie upodobał sobie na siedlisko Jaskinię Cabanową w Górach Towarnych. I tam właśnie dziś wybraliśmy się razem z Krzarą. No, to jest wyzwanie!
Góry Towarne są niedaleko, a dzień dzisiejszy słoneczny, choć chłodny. Trzeba było więc trochę wydłużyć sobie trasę. Krzara znalazł dodatkowy cel - lokalizację Jaskini Kryształowej.



Oto wejście do Jaskini Kryształowej. Trochę ciasno, ale trzeba będzie się wcisnąć. Nie dziś.



Dziś w planie Cabanowa i te straszliwe pająki.



Umyśliłam sobie, że przodem puszczę Krzarę, który może tłustym kąskiem nie jest, za to jest długi i pewnie minie trochę czasu zanim go pożrą. A ja cichcem, gdzieś boczkiem boczkiem przemknę się, na wszelki wypadek, jak białą flagą, wymachując tanim pisemkiem pornograficznym, żeby jasno dać im do zrozumienia, jak bardzo jestem niesmaczna.



Dla większej pewności nasunęłam kaptur na głowę i zamotałam się w szmatki, żeby żaden stawonóg nie dostał mi się za kołnierz.



Oto i on - Meta Menardi. Raczej - jeden z nich. Szybko przeciskamy się przez ciasny korytarz i docieramy do tej części jaskini, gdzie pająków nie ma, za to jest sporo pięknych nacieków wapiennych.



Trzewia ziemi. Te kamienne formy bardzo przypominają mi formy organiczne.





Podziwiamy bogactwo kształtów i kolorów, ciesząc się, że odkrywamy dla siebie nowy, podziemny wymiar znajomych miejsc.



To już wyjście z jaskini. Oboje jesteśmy cali i zdrowi. A przynajmniej tak nam się wydaje ;)


Kategoria wycieczka rowerowa

Nie chciało mi się

  • DST 47.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 20 marca 2011 | dodano: 20.03.2011

To miała być dłuższa wycieczka. Jednak odpuściłam. Krzara umówił się z Sikorem, wiedziałam, że tempo będzie ostre, o wiele zbyt mocne dla mnie. Koło południa, gdy wyjrzało słońce, stwierdziłam, że jednak nie wysiedzę w domu i ruszyłam w stronę Olsztyna wypatrując po drodze, czy coś zielonego spod śniegu się nie przebija. Ledwo ruszyłam, dzwoni Krzysiek wracający już w stronę domu i umawiamy się w Olsztynie, w Barze Leśnym. Tam, jak zwykle, są rowerzyści, wśród nich znajomy Jacek, którego dotąd kojarzyłam nie z rowerem, lecz z biegówkami. Miła pogaducha i dalej w drogę. Niedaleko, w Góry Sokole. Warunki w terenie ciężkie, wracamy więc pod Biakło.



Tu zostawiamy rowery i spacerkiem pod szczyt.



Nie tracę nadziei i wciąż szukam śladów wiosny między skałkami.



Nawet zeszłoroczny koper napawa mnie jakąś otuchą.



Słońce to świeci, to chowa się za chmurami rzucając szare cienie na śnieg.



Wreszcie na skałkach znajdujemy coś żywego, ale czy to nowe przyrosty, czy takie przetrwały pod śniegiem - nie wiem.



Krokusy. Chciałabym móc napisać, że znalazłam je na zboczu. Niestety nie, były pod wiejskim płotem, pieczołowicie posadzone ludzką ręką, ale cóż, lepsza taka wiosna niż żadna.


Kategoria wycieczka rowerowa

Na ciulim do Lelowa

  • DST 112.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 13 marca 2011 | dodano: 13.03.2011

To był pomysł Krzary. Jednak nie czułam się dziś dobrze. Od wczoraj dokucza mi ból gardła i katar. Rano pełna wahań zmierzyłam temperaturę - 36,6. Jadę! Krzysiek ma podobne dolegliwości - razem kwękać przyjemniej, zwłaszcza na rowerach i w taki słoneczny dzień jak dziś.



Na wjeździe do Lelowa niespodzianka - remont mostu przy starym młynie. Ciekawe jak tu się zmieni za parę miesięcy.



Cmentarz w Lelowie pięknie położony na górce. Lubię tu zaglądać. Tym razem wchodząc spłoszyłam wiewiórkę. Szkoda, że uciekła.



A to już cel naszej wycieczki. Ciulim smakował nam obojgu.



Powrót przez Przyrów, Świętą Annę, Mstów.



Jeszcze upolowałam stadko wróbli dla Kajmana, jeszcze kapeć Krzyśka i zepsuta pompka i tak, z małymi kłopotami zakończyliśmy kolejny rowerowy wypad.


Kategoria wycieczka rowerowa

Na łowy!

  • DST 114.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 6 marca 2011 | dodano: 06.03.2011

Oj, niedobrze, niedobrze - jojczyłam cały wieczór, gdy wyczytałam w necie, że Kajman upolował już całe stadko wróbli, a ja nic - zero. Trzeba było bezwzględnie spiąć się dzisiaj i ruszyć na polowanie. W polowaniu towarzyszył mi Nowy.



Dotąd nie miałam refleksu. Przyda się.



Długo trwało nim coś wytropiłam. Gdy zobaczyłam więc to, co powyżej ucieszyłam się i czym prędzej sfociłam, wątpiąc, czy coś bardziej wróblowatego uda mi się znaleźć. Jednak: żuraw też wróbel. Nieprawdaż?



Wkrótce spotkało mnie większe szczęście i za jednym zamachem ustrzeliłam trzy sztuki. Co prawda, jeden wróbel bez głowy, ale co tam, sztuka się liczy.



Niedługo pojawił się następny wróbel. Gatunku nie umiałam jednak zidentyfikować. Mam nadzieję, że pomoże mi w tym nasz znakomity wróblolog Kajman, a może któraś z nie mniej świetnych wróblolożek Niradhara lub Alistar?



Obok podobny osobnik.



I następny. Ten, to zapewne lider.
Myślę, że należy sformułować tezę, że wróble, tak jak nieszczęścia, chodzą stadami.



I znów przez długie kilometry nie napotykałam żadnej łownej zwierzyny. Dopiero w Kusiętach. Jest! I to nie byle jaki, bo patriotyczny - z jednym okiem czerwonym, a drugim białym.



I niedaleko, w Srocku, jakby potwierdzając moją teorię pojawił się kolejny, podobny osobnik.



Obok - następny. I jeszcze postać z parasolem, jak uosobienie tej troski i ochrony jaką powinniśmy otaczać nasze drogie wróble.



Ktoś mógłby może zarzucić mi, że wróble, które upolowałam są takie trochę sztywne, no, ale co miałam zrobić, skoro te mniej sztywne mi pouciekały. Dopiero w Częstochowie, na Warcie znalazły się takie, które chciały popozować.
I po co było jechać tyle kilometrów?.
Jak to po co - żeby oswoić Nowego.


Kategoria wycieczka rowerowa

Jaskinia Ludwinowska

  • DST 86.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 27 lutego 2011 | dodano: 27.02.2011



Znak rozpoznawczy tej jaskini to potężny komin, wyglądający od wewnątrz jak jakaś budowla.



Żeby dostać się do niej, musieliśmy z Krzarą trochę się natrudzić, jednak okolica piękna i słońce też zaczęło nam przyświecać.



Tak wygląda główny otwór wejściowy. Obszerny, nie tak trudny do odnalezienia, jak to opisują w przewodnikach. Co prawda jest zima, więc zieleń nie przesłania widoku.



Ten sam otwór od wewnątrz.



W środku odkryłam ślady człowieka jaskiniowego ;)



Nawet trochę się pociorałam, drugie wyjście raczej ciasne.



Nie byłam dotąd w tym miejscu. Jeszcze tu wrócę. Wiele pięknych skałek i urokliwych ścieżek. Niestety, ścieżki wciąż zatarasowane drzewami połamanymi przez zeszłoroczny zamarzający deszcz. Może dlatego na śniegu nie widzieliśmy żadnych śladów butów. Jedynie zwierzęce łapki.


Kategoria wycieczka rowerowa

Pokibicować Krzyśkowi

  • DST 85.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 26 lutego 2011 | dodano: 26.02.2011



Krzara wybrał się dziś na zawody biegowe do Lublińca. Pojechałam dla towarzystwa.



Częstochowa wystawiła wspaniałą reprezentację. Oto przesympatyczni "Zabiegani - Częstochowa"



Najlepszym spośród nich w tych zawodach okazał się być Damzac, nasz : bikestatsowicz. Wielkie brawa! W klasyfikacji ogólnej czwarty.



Krzarze też źle nie poszło. No, ale o tym to już on sam napisze.



Gwiazdą imprezy była jednak sarna, która wbiegła na stadion na ostatnim okrążeniu. Szkoda, że bez numeru startowego.


Kategoria wycieczka rowerowa

Siedlecka Dupka

  • DST 68.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 19 lutego 2011 | dodano: 19.02.2011



Nieraz zastanawiałam się skąd wzięła się taka "nieprzyzwoita" nazwa. Dopiero teraz, planując wycieczkę znalazłam wyjaśnienie. Otóż słowo dupka kiedyś oznaczało dziurę w ziemi. Nazwa pagórka "Dupka" pochodzi więc od jaskini, która się w nim mieści. Rowery zostawiliśmy więc na Dupce pod dupką.



A oto rzeczona jaskinia. Jest i legenda. Jak powszechnie wiadomo, pan Twardowski podpisał cyrograf z diabłem. Gdy przyszedł czas na wywiązanie się z umowy postanowił jednak uciec. Jego droga wiodła przez Siedlec i tam właśnie diabeł niemalże go dopadł, tak, że przed Twardowskim otworzyły się już bramy piekła, a piekielny ogień wypalił część ziemi. W ten sposób powstała Pustynia Siedlecka, a miejsce, w którym rozwarła się ziemia nazywa się Piekło. Teraz diabeł już był pewny swego. Usiadł na pobliskiej górce i tak się śmiał, że aż popierdywał z uciechy. Tak wypierdził dziurę w ziemi, zwaną Jaskinią na Dupce.



Wejście do jaskini było śliskie i zdradliwe, bo pod grubą warstwą liści nie było widać oblodzonych powierzchni, a w większości kamienie były ruchome i nie dawały podparcia. Z pomocą Krzary jednak zeszłam szczęśliwie.



Jazda rowerem trochę mnie zmęczyła, zwłaszcza, że długi czas jechałam na flaku, z przyjemnością więc pokrzepiłam się śniadaniem i gorącą herbatą od Krzyśka.



A tu ślady palców? Nawet pasują, tylko liczba się nie zgadza ;)



W głębi też podobne draperie. Tutaj przysiadła ćma.



Krzysiek wciskał się jeszcze w wąskie korytarze na końcu jaskini. To już sobie odpuściłam i ruszyłam z powrotem do góry.



Wyjść jest łatwiej, choć równie ślisko.



Podeszliśmy jeszcze od strony drugiego otworu.
Sople, standardowa dekoracja o tej porze roku.
A w głowie już kolejne jaskinie. Oj, zdaje się, połknęłam tego bakcyla.


Kategoria wycieczka rowerowa

Jaskinia o pięciu wejściach

  • DST 81.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 13 lutego 2011 | dodano: 13.02.2011

Jest taka jaskinia w rezerwacie Ostrężnik, najbardziej tajemniczym miejscu na Jurze. Tajemniczym, bo są tam ruiny zamku, o którym właściwie nic nie wiadomo, ani kto go wybudował, ani do czego służył. Może pełnił funkcje obronne, może był więzieniem, może po zbudowaniu nie został zamieszkany, może służył rozbójnikom.



Ot, był sobie zamek, od połowy XIV wieku, a teraz można oglądać skąpe resztki potężnych niegdyś murów i snuć najprzeróżniejsze domysły.



A do tego jeszcze u podnóża zamku biją Źródła Ważnych Zdarzeń, źródła okresowe, które uaktywniają się w czasach szczególnej wagi dla Polski. Teraz właśnie woda wypływa z nich obficie. Oj!



Skała, w której mieści się jaskinia przypomina ser szwajcarski. Aż dziw, że jeszcze się nie rozpadła. Główne wejście ma swoją nazwę - Płuca.



Rezerwat można zwiedzić komfortowo, po schodkach. My jednak ambitnie pchamy się dziurami.



Zaraz przy wejściu spotykamy znajomych. Oni jednak mają nieco inne plany.



Nie trzeba długo się ciorać, żeby zobaczyć kolejny otwór.



I znów jestem przy wejściu.



Są także ciekawe nacieki lodowe.



A na zewnątrz wiją się jakieś dziwne formy, może to smoki, może królewicz zamieniony w krokodyla, może jakiś chciwiec poszukuje zagubionej perły, a może to wampirki i diablice rozpoczynają swój szalony taniec. W takim miejscu jak to wszystko jest możliwe.


Kategoria wycieczka rowerowa

Sokole Dziury

  • DST 51.00km
  • Teren 10.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 30 stycznia 2011 | dodano: 30.01.2011

Dziś wybraliśmy się z Krzarą w Sokole Góry, wyszukać najłatwiejsze dziury do zaliczenia.



Górki też były po drodze. Po cienkiej warstwie śniegu jechało się całkiem nieźle. Na zdjęciu skała Pielgrzym.



Głównym celem była Jaskinia Olsztyńska, której wejście zdobią piękne sople o tej porze roku.



Jaskinia to nie tylko skały i woda. Tam jest sporo żywych istot. To jakiś owadzi kokon. Może ćmy?



A to ćma ozdobiona błyszczącymi kroplami wody.



Pajęczynka na sklepieniu jaskini.



Wyjście z Jaskini Olsztyńskiej.



W drodze z jednej jaskini do drugiej cieszyliśmy oczy tym, co na powierzchni.



To już Jaskinia Komarowa. Łatwa, niewielka. Zimą pięknie ozdobiona lodową firanką.



Dzisiejsza wycieczka obfitowała w jaskiniowe, lodowe twory. Taką ją zapamiętam.


Kategoria wycieczka rowerowa