wycieczka rowerowa
| Dystans całkowity: | 71851.95 km (w terenie 2851.00 km; 3.97%) |
| Czas w ruchu: | b.d. |
| Średnia prędkość: | b.d. |
| Liczba aktywności: | 1233 |
| Średnio na aktywność: | 58.27 km |
| Więcej statystyk | |
Alistar w krainie nietoperzy
-
DST
87.00km
-
Teren
10.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Nareszcie ją poznałam - miła, inteligentna buzia, ciepły uśmiech. Dokładnie tak, jak można spodziewać się czytając jej bloga.
Spotkałyśmy się skoro świt o 8.30 i od razu wsiadłyśmy na... ona na swoją Chmurkę, ja na mój (mniej poetyczny) rower.
Oczywiście Olsztyn musiał być na pierwszym miejscu.
Alistar pochłonięta foceniem roślinek skalnych.
Do Spichlerza też warto zajrzeć. Wybór dalszej trasy pozostawiłam mojej towarzyszce. Gdy tylko usłyszała o źródełkach wybrała Złoty Potok, choć to wcale nie tak blisko.
Złot Potok - Dworek Krasińskiego i lwy sprzed pałacu Raczyńskich. Tutaj dałam plamę. Wybrałam w parku pałacowym złą ścieżkę i skierowałam się nie tam, gdzie zamierzałam. A, że trafiłyśmy na zjazd bardzo miłą alejką... Wracać później było mniej miło po piachu i kamolach :(
Z niewielkim poślizgiem, jednak dotarłyśmy do źródełek. Tu obowiązkowa sesja fotograficzna. Jeszcze pstrąg, jeszcze Brama Twardowskiego i wracamy, po drodze mijając Pustynię Siedlecką i drewniany kościółek w Zrębicach.
Jaskinia oczywiście także musiała być. Wybór padł na Jaskinię w Zielonej Górze, która moim zdaniem jest najładniejsza w okolicy a zarazem łatwo dostępna. Tutaj przyłączył się do nas Krzara, który zaopiekował się miłym gościem. Nietoperzy niestety nie znaleźliśmy. Może latem przenoszą się gdzie indziej?
Dzień już się kończy. Jeszcze mały spacerek po Zielonej Górze. Zachodzące słońce rzuca piękne płomienne refleksy na białe skały. A my powoli się żegnamy.
Do zobaczenia!
Kategoria wycieczka rowerowa
Wycieczka z Bartexem
-
DST
62.00km
-
Teren
15.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Właściwie miałam inne plany na tę niedzielę, jednak Bartkowi nie umiałam odmówić - jest zbyt uprzejmy. Zresztą nie pożałowałam. 
Pojechaliśmy do Agrozagrody w Biskupicach. No, tu mnie jeszcze nie było! A zdawało mi się, że wszystkie okoliczne kąty mam już zjeżdżone.
To miejsce jakby stworzone do tego, żeby "leżeć na dowolnie wybranym boku". Jest to także miejsce pełne zwierząt.
Kilka kotów. Co jeden, to bardziej uroczy.
Konie. Tu akurat klacz karmi źrebaka.
Charty. Mogliśmy oglądać trzy pary biegnące za wabikiem. Imponująca prędkość!
Kilkanaście psów rasy husky. Jedna z pasji właściciela to psie zaprzęgi. Oglądaliśmy psy, oglądaliśmy sanki, wysłuchaliśmy ciekawych informacji o tym pięknym sporcie.
Nawet gęsi tam były. Największą atrakcją dla mnie był piesek - grzywacz chiński imieniem Pingo. Nacykałam mu fotek kilkadziesiąt, niestety mój aparat zgłupiał, stracił świadomość czasu i pozjadał mi mnóstwo zdjęć. Może nie pozjadał, może przebywają gdzieś poza czasem, dla mnie jednak niestety ich nie ma.
Oglądaliśmy zwierzaki, panie zajmujące się rękodziełem pokazywały zainteresowanym osobom jak się robi korale, koronki itp, a pod rusztem płonęło ognisko. Kiełbaski, żurek, napoje, słodkości - to wszystko na koszt gościnnego gospodarza wycieczki.
Na wielkie uznanie zasługują najmłodsze bikerki, które pokonały kilkadziesiąt kilometrów po piachu, kamieniach, w upalnym słońcu. Podjazd do Choronia był prawdziwym wyzwaniem nie tylko dla nich.
Kategoria wycieczka rowerowa
Koza na patyku
-
DST
91.00km
-
Teren
20.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

stała się już znakiem rozpoznawczym Żyrowej, a przecież nie brak tu pięknych zabytków,

jak choćby pałac Gaszynów
i atrakcyjnych szlaków turystycznych, jak ten, wiodący na Górę Świętej Anny.
My skierowaliśmy się na ścieżkę dydaktyczną prowadzącą przez rezerwat "Lesisko".
Wkrótce dotarliśmy do spalonych stodół.
Za nimi urokliwy, opuszczony ogród.
Nieco dalej lessowe wąwozy, którymi poprzecinane jest zbocze góry Chełm.
Przy ścieżkach wiele starych buków, niektóre zwalone, zagradzają drogę.
W drodze powrotnej zahaczyliśmy o stary kamieniołom w Ligocie z piecem ozdobionym ciekawą płaskorzeźbą przedstawiającą Ikara.
Kategoria wycieczka rowerowa
Nocleg za 6 zł ?
-
DST
60.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
A jednak to możliwe. W Domu Pielgrzyma na Górze Świętej Anny. Pojechaliśmy tam, gdyż Krzara chciał zapoznać się z trasą przed planowanym startem w duathlonie w Żyrowej. Wyjechaliśmy po południu pociągiem do Lublińca.
Lubliniec przywitał nas silnym deszczem. Ulewę przeczekaliśmy na dworcu. W tym czasie Krzysiek, który nie zabrał błotników, zamocował sobie prowizorkę z plastikowej butelki.
"Błotniki" zdały egzamin i w deszczu i następnego dnia w mocno błotnistym terenie.
Po raz drugi deszcz złapał nas przed samą Górą Świętej Anny. W Domu Pielgrzyma przebraliśmy się, zagrzaliśmy gorącym posiłkiem i przed snem odbyliśmy jeszcze spacer po okolicy.
Kategoria wycieczka rowerowa
Z Krzarą do starej piaskowni
-
DST
67.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Krzysiek zamierza poprowadzić wycieczkę dla zaprzyjaźnionej firmy. Miejscem docelowym ma być piaskownia w Biskupicach. Dzisiaj próbny przejazd trasy.
Jak zwykle mosty i mostki skłaniają do postoju. Warto popatrzeć na Wartę, warto cyknąć fotkę.
Tuż za mostkiem urokliwe zakola rzeki.
Dalsza trasa prowadzi przez las dębowcówką. W lesie już rosną grzyby. Tylko rwać.
To nasz cel - piaskownia w Biskupicach, gdzie poprowadzono trasy dla zmotoryzowanych amatorów jazdy terenowej.
Nie lubię quadów, gdy widzę jak rozjeżdżają trasy turystyczne, ale tutaj - jak najbardziej. Oby więcej takich miejsc.
Nasze rowery wyglądają tu trochę dziwnie.
Krzysiek zamawia bigos (nawet niezły) i po posiłku ruszamy z powrotem wypróbowując inny wariant drogi.
Kategoria wycieczka rowerowa
Żółte rudbekie na Zielonym Wierzchołku, dzień drugi
-
DST
82.00km
-
Teren
10.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Po śniadaniu (znów sponsorowanym) ruszamy w drogę. Przystanek przy kapliczce cerkiewnej w Podłężu Królewskim.
Rudbekie przy ujściu Pankówki do Liswarty. Za nimi widać miejsce, gdzie krzyżują się cieki wodne.
Jesteśmy przy synagodze w Krzepicach. Trochę pada.
Na drewnianym moście ślisko.
Znów rudbekie. Opanowały brzegi Liswarty.
Postój w Dankowie.
Te drzewa prawdopodobnie podcięły bobry. Jest ich u nas coraz więcej.
Przy wiszącej kładce w Zawadach kolejny postój.
To już ujście Liswarty do Warty. Jeszcze kolejny poczęstunek w Kulach i zadowoleni, uśmiechnięci, choć nieco mokrzy rozjeżdżamy się każdy w swoją stronę.
Kategoria wycieczka rowerowa
Żółte rudbekie na Zielonym Wierzchołku
-
DST
88.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Oczywiście mowa o L.G.D. Zielony Wierzchołek Śląska.
Tym razem przeszli sami siebie. Wielkie brawa. Dwudniowy rajd od źródeł do ujścia Liswarty do Warty. Świetny pomysł, znakomicie zaplanowany i przeprowadzony, a do tego wszystko za darmo: koszulki, czapki, mapy, pięknie wydane przewodniki, jedzenie (przepyszne!), noclegi. Ja chcę być tak rozpieszczana.
Zaczęliśmy przy źródłach w Mzykach.( Mzyki - to prawie jak Muzyki)
Następny postój w Boronowie, w pięknym, drewnianym kościele. Tu byliśmy umówieni z księdzem, który bardzo ciekawie opowiadał nam o tym kościele i swoich działaniach.
Chrystus na krzyżu z kościoła w Boronowie.
Za Boronowem piękną aleją dębową pojechaliśmy obok stawów i dalej obok hodowli danieli i dzików.
Niedawno spotkałam dziki na wolności, teraz spojrzenie zza krat.
Ja jestem z lasu.
Oczywiście jechaliśmy wzdłuż Liswarty obserwując jak robi się coraz szersza, a na brzegach Rosną wierzby i żółcą się rudbekie.
W rezerwacie Cisy nad Liswartą strumyk, który zasili tę rzekę.
A to cisy z rezerwatu. Te akurat przygłuszone przez topole.
Przed starym młynem w Klucznie znów żółte rudbekie. Te kwiaty zdominują całą wycieczkę.
Drobny postój. Yacek zaprasza na kolejną wycieczkę, tym razem organizowaną przez Bractwo Kuźnic.
Zakończenie dnia w "Przystani" w Przystajni. Tu jemy, śpimy, poznajemy się. Jest naprawdę miło.
Kategoria wycieczka rowerowa
Tera Orbita
-
DST
222.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wybrałam się na Tera Orbitę bez większego parcia na sukces. Po dość udanej pierwszej połowie zaczęłam jednak wierzyć w powodzenie. No i wdał się pech - zniszczone dwie dętki, nie do załatania. Pomimo usilnych prób pomocy udzielonych mi przez kilku wspaniałych towarzyszy orbitowania, uznałam, że jedynym sensownym wyjściem będzie powrót do domu pociągiem.
Przemili koledzy stracili sporo czasu i nerwów na walkę z oporną materią, a mogli przecież w tym czasie nabijać kilometry razem z najlepszymi. Pragnę im za to bardzo serdecznie podziękować!
Dziękuję także Krzarze za trud organizacji TO i wszystkim uczestnikom za towarzystwo.
Kategoria wycieczka rowerowa
Powrót
-
DST
105.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Zamyślałam wracać rowerem do Opola, jednak niekorzystne prognozy sprawiły, że zmieniłam plan i wyruszyłam do Wrocławia. Tym razem mądrzej, bo przez Jawor. Dystans wyszedł znacznie krótszy niecałe 90km (nie było błądzenia). We Wrocławiu dworzec w remoncie i w związku z tym straszny bałagan. Jednak jakoś załadowałam się na pociąg. Ledwo pociąg ruszył zaczęło padać. Za chwilę lunęło jak z cebra. Zanim dojechałam do Opola deszcz ustał. Tu miałam dwie godziny oczekiwania na połączenie z Czewką. Pojeździłam więc trochę po mieście.
Miałam farta do pogody, megafarta.
Kategoria wycieczka rowerowa
Pierogi z serem i miętą
-
DST
48.00km
-
Teren
30.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Dziś było dużo terenu. Pokręciłam się szlakami i ścieżkami w obrębie Parku Krajobrazowego Chełmy. Bez szaleństw, gdzie było trudno, schodziłam z roweru.
Jedna z wież widokowych, wybudowanych przed wiekiem na potrzeby turystyczne. Ta stoi na Górze Bazaltowej.
Druga z nich na górze Radogost.
Uroczysko leśne.

Dziś wróciłam wcześniej niż zwykle. Obiad, pakowanie, pożegnanie z przemiłymi gospodarzami.
Na koniec jeszcze niespodzianka - pierogi ruskie i pierogi z serem i miętą. Pierogi ruskie pyszne, jak zresztą wszystko, co tutaj jadłam, ale te serowo-miętowe - po prostu rewelacja! Oj, będzie mi Krzysiek zazdrościł!
Kategoria wycieczka rowerowa

