wycieczka rowerowa
| Dystans całkowity: | 70948.95 km (w terenie 2851.00 km; 4.02%) |
| Czas w ruchu: | b.d. |
| Średnia prędkość: | b.d. |
| Liczba aktywności: | 1211 |
| Średnio na aktywność: | 58.59 km |
| Więcej statystyk | |
Meeting u Niezależnych Krokodyli, dzień drugi
-
DST
48.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Były przygody. Żeby wycieczkę długo pamiętać nie może być zbyt gładko. Na przykład burza, albo ulewny deszcz, albo niedoliczenie jednej owcy ze stada, albo gleba. Gleba na asfalcie to wciąż gleba? Czy może asfalt? oj, działo się działo, ale i zwiedzone zostało niemało. Najważniejszy punkt dla mnie to kaskady na rzece Rzyczance, w których już dawno się zakochałam na podstawie zdjęć Eli. Nie zawiodły moich oczekiwań. Są piękne. Elu, Piotrze wielkie dzięki za wszystkie wspaniałe wrażenia!
Dorzucam zdjęcia: 
Jezioro Łabędzie
Poranna kawa
Przystanek Kozubnik
Krzysio32 w pięknym stylu zdobywa Beskidek
Angelino podziwia widoki
Ilona na trasie
Robd foci kaskady Rzyczanki
Shem także
Jak tu nie focić?
Kategoria wycieczka rowerowa
Meeting u Niezależnych Krokodyli, dzień pierwszy
-
DST
44.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Gościnność Niradhary i Kajmana jest już powszechnie znana na bikestatsie. Tym razem zorganizowali wspaniały dwudniowy meeting. Pierwszy dzień wspólnego rowerowania miał trzy atrakcje:
1. Zwiedzanie elektrowni w górze Żar
2. Wjazd na Żar
3. Zwiedzanie ruin zamku na Wołku
i jedną superatrakcję: wspólną jazdę i wspólne spędzanie czasu.
Dzień zakończyło ognisko, piwo, gar bigosu. Były ciekawe rozmowy na tematy rowerowe, gitara Krzyśka i duet wokalny Niradhara- Krzara, dla mnie przebojem wieczoru jednak była stonoga. A co to takiego, a jak i dlaczego, tego można się dowiedzieć na innych blogach np u Niradhary lub u Kajmana.
I jeszcze kilka zdjęć:
Niradhara w akcji
Mój rowerek na górze Żar
W drodze do ruin zamku na Wołku
Czerwono-czarni
Wracamy
Kategoria wycieczka rowerowa
Sielskie klimaty
-
DST
120.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Jurajskie Forum Dyskusyjne. To adres który warto zapamiętać. Można tu dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy. Tym razem znalazłam zaproszenie na wycieczkę rowerową. Jak nie skorzystać? Trasa oryginalna, takiej nie znajdzie się w żadnym przewodniku, a i z mapy trudno byłoby ją wydedukować.
Ruszyliśmy z parkingu pod zamkiem w Smoleniu. Dalej trasa wiodła uroczymi, spokojnymi asfaltami wśród barwnych pól, spokojnych i cichych wsi, w krajobrazach może bardziej zbliżonych do "ściany wschodniej", niż do typowej Jury.
Faceci po drodze ruszyli na podryw. Jak widać - owocny.
Nasz przewodnik, z wykształcenia geolog przekazał nam sporo interesujących informacji i ciekawostek. Na zdjęciu naturalnie ukształtowana żelazna kulka ze swoją piaskową "łupinką"
Po drodze zwiedzamy żywy skansen w Podlipiu.
Drewniany kościół w Obiechowie.
Towarzyszą nam sielskie klimaty. Taka kura, na przykład, może też chciałaby pojeździć?
Wracamy zadowoleni. Pogoda piękna, trasa ciekawa i w znacznej części dla nas nowa, miłe towarzystwo, słowem - super!
Kategoria wycieczka rowerowa
Dróżki majowe: bzowe, konwaliowe, chrabąszczowe...
-
DST
67.00km
-
Teren
25.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś ostatni dzień krótkiego urlopu, trzeba było więc skorzystać z pogody i ruszyć za miasto.
Pojechałam wzdłuż Warty. Po wczorajszym deszczu trawy jeszcze mokre, lecz piach suchy.
Konwalie zaczynają już kwitnąć.
W Górach Towarnych udało mi się znaleźć skałkę, której dotąd nie znałam :)
Tuż za nią napotkałam drzewo pełne chrabąszczy. Jeden z nich spadł mi na głowę i to dopiero sprawiło, że je zauważyłam. Ach, te dioptrie!
W słońcu, wśród bzów ścieżka prowadząca do Olsztyna.
Znajome skałki w pobliżu zamku.
Zamek olsztyński.
Stąd skierowałam się w Sokole Góry, dalej do Zrębic i powrót leśnymi ścieżkami do Olsztyna. Po drodze odszukałam jaskinię, a raczej schronisko w Skałach św. Idziego, jednak chmara owadów skutecznie mnie do niej zniechęciła.
Kategoria wycieczka rowerowa
Pierogi po bawarsku
-
DST
89.00km
-
Teren
10.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
O tym, że takie danie istnieje, dowiedziałam się z Częstochowskiego Forum Rowerowego. Serwują je w Podlesicach. Tym lepiej, bo w tych okolicach są piękne tereny na rower. Przed tygodniem byłam tu sama, dziś wybrałam się z Krzyśkiem, który po drodze jeszcze zaliczył zawody biegowe (ADHD). Przed tygodniem jechałam ścieżką wśród pól z widokiem na pasmo Skał Rzędkowickich, dziś wybraliśmy drogę wśród tych skałek. Nieśpiesznie wędrowaliśmy z rowerami ciesząc się pięknem tego miejsca i podpatrując amatorów wspinaczki.







Na zakończenie były i pierogi. Rzeczywiście smaczne i inne niż nasze. Warto było spróbować.
Kategoria wycieczka rowerowa
Wszystkie drogi prowadzą na Górę Zborów
-
DST
93.00km
-
Teren
30.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pociągiem dojechałam do Zawiercia. Niby to blisko, ale wolałam więcej czasu przeznaczyć na włóczęgę w okolicach Skał Rzędkowickich, Podlesickich, Kroczyckich. Z Zawiercia wyprowadził mnie szlak rowerowy w stronę Pomrożyc.
W Pomrożycach za stawem skręciłam w bardzo przyjemny, żółty szlak.
We Włodowicach zatrzymałam się chwilę przy ruinach pałacu.
W Rzędkowicach skręciłam w polną drogę.
Towarzyszył mi widok na pasmo Skał Rzędkowickich.
Wjechałam w całkiem nieznane mi ścieżki.
Jednak wkrótce wyjechałam w centralnym miejscu - pod Górą Zborów.
W drodze na górę łąka pełna kwiatów.
Skałki na Górze Zborów. Może powinnam powiedzieć "na górze zbirów". Napadli, obłupili, kazali zapłacić 5 zł za bilet wstępu. Co to - dyskoteka, cyrk? Nie podoba mi się.
Widok ze schroniska skalnego.
Widok ze szczytu.
Jak tu się złościć w tak pięknych okolicznościach przyrody? Ładnie tu. Czysto. Kosze dyskretnie porozstawiane. Może coś dobrego z tych biletów wyniknie. Zobaczymy.
Amatorzy wspinaczki.
Dalej pojechałam szlakiem zielonym, który, niestety, gdzieś mi się zgubił. Za to złapałam motyla :)
Z leśnych dróżek wyjechałam w pobliżu Kostkowic, gdzie zauroczyły mnie kwitnące kaczeńce. Powrót przez Niegowę, Janów, Żuraw, Małusy.
Trzeba będzie ten pomysł powtórzyć z lepszą mapą i z Krzyśkiem. Pięknych ścieżek jest tam jeszcze sporo.
Kategoria wycieczka rowerowa
Wielka(?) dziura
-
DST
87.00km
-
Teren
15.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Tego dnia Krzara miał bogate plany rodzinne, wybrałam się więc sama. Wymyśliłam, że pokręcę się po leśnych ścieżkach tempem emeryckim, do woli podpatrując wszystko to, co kwitnie, zieleni się, fruwa, pełza, świergoli...
Kwiatów coraz większa rozmaitość.
Poletko pierwiosnkowe.
Leśny fiołek.
Wkrótce jednak zaczęłam marznąć. Może dzień nie był taki chłodny, lecz ja ubrałam się nazbyt optymistycznie. Stwierdziłam, że jeśli wjadę na asfalt, to łatwiej będzie mi osiągnąć rozgrzewające tempo jazdy, a i słoneczko może mnie dopieści. Przypomniało mi się co mówił znajomy, że spuszczono wodę ze stawu Amerykan i w tym miejscu jest teraz wielka dziura. Ruszyłam więc do Złotego Potoku.
Po drodze, w Olsztynie zatrzymałam się przy pozostałościach po spalonym budynku. Nie wiem, co to był za budynek.
Tak już się przyzwyczaiłam do tego widoku tej ruinki, że dla mnie wrosła już w olsztyński krajobraz.
No i to już Amerykan. Wielka dziura? Wielka dziura to jest koło Bełchatowa. A ta na pół wyschnięta kałuża? No, owszem - czegoś tu brak.
W Janowie placek po węgiersku w ulubionej knajpce i powrót.
Jeszcze po drodze zahaczyłam o Góry Towarne.
Jeszcze kolejne kwiatki i kolejny wypadzik rowerowy dobiegł końca.
Kategoria wycieczka rowerowa
Przez różowe okulary
-
DST
154.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Dobra, przyznaję bez bicia: pomarańczowe, nie różowe. Mój nowy nabytek. Z Lidla. Rzeczywiście w zacienionych miejscach poprawiają widoczność, a przy tym świat wygląda weselej. Odcienie zieleni są tak jaskrawe, że początkowo nie mogłam się przyzwyczaić (kicz?), lecz wkrótce spodobało mi się, bo jakby dzień taki bardziej słoneczny.
Dziś wybraliśmy się z Krzyśkiem w objazd kolejnego fragmentu Orbity. Plany były ambitne, mieliśmy ruszyć o siódmej rano, lecz deszcz opóźnił wyjazd. Skierowaliśmy się do Przystajni, potem przez Starokrzepice, Parzymiechy, Działoszyn, Pajęczno do Ostrołęki, gdzie zamyka się Orbita i stąd już prosto do domu. Nieoczekiwaną atrakcją okazał się obiad w Działoszynie. Szyld raczej nie zachęcał "Kebab, gyros".
Jednak okno wystawowe już zaintrygowało.
Wnętrze starannie udekorowane starociami i figurkami rzeźbionymi w drewnie.
Scenka z koniem zaprzęgniętym do furmanki to pewnie ulubiony motyw twórcy.
Meble stylowe, w oknach szydełkowe firanki, miło było tam posiedzieć.
W dniu beatyfikacji naszego papieża nie mogło zabraknąć i takiego akcentu.
Ten pomnik napotkaliśmy w Pajęcznie.
Za Pajęcznem nieco pobłądziliśmy, co zaowocowało dodatkowymi kilometrami.
Dokładniejszy opis trasy znajduje się u Krzary na blogu.
Kategoria wycieczka rowerowa
Nie tylko stokrotki
-
DST
100.00km
-
Teren
15.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

To zdjęcie nie było dziś robione. Teraz wiosna już się rozhulała i mnóstwo kwiatów przeróżnych jest wokół. Niestety, nie zabrałam dziś aparatu. W ogóle nie zamierzałam ruszać się z domu. Miało lać od rana do wieczora. Pożyczyłam książki od Krzyśka i obiecywałam sobie cały dzień przeleniuchować na kanapie z książką w ręku. Budzik obudził mnie o ósmej. Otworzyłam jedno oko i przypomniałam sobie, że nie ma do czego się spieszyć, więc wyłączyłam budzik i przysnęłam znowu. Około jedenastej wstałam, wzięłam książkę do ręki, przeczytałam pół strony, nagle olśnienie - coś tu się nie zgadza. Miało być szaro, mokro, niemiło, a tu piękne słońce za oknem. Można było jednak umówić się na rower - pomyślałam i w tej samej chwili dzwoni Krzara: na którą będziesz gotowa? Za pół godziny. Troszkę się spóźniłam, no i stawiłam się bez aparatu, bo bateria była niezaładowana, Żadnego planu, ale co to szkodzi. Ruszyliśmy wzdłuż Warty, rzadziej przez nas uczęszczanymi ścieżkami, potem dębowcówką do Poraja, stąd do Myszkowa. Krzysiek wpadł na pomysł, żeby odwiedzić Damzaca. To był świetny pomysł, oboje z Moniką przyjęli nas bardzo miło, ugościli świątecznymi pysznościami, obejrzeliśmy ich zdjęcia ze ślubu, wyjątkowo ładne. Dalej Złoty Potok, Siedlec, Olsztyn i tak bez kropli deszczu, przy ładnej, wiosennej pogodzie brzdęknęła równo setka.
Kategoria wycieczka rowerowa
Kalosze
-
DST
93.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
W planach Jaskinia Trzebniowska. Wiele sobie po niej obiecuję, zwłaszcza pociągają mnie widziane wcześniej bajkowe zdjęcia jeziorka. W jeziorku brodziła jakaś dziewczyna w kombinezonie i kaloszach, Trudno - kombinezonu z dnia na dzień nie zdobędę, ale kalosze trzeba mieć. Wieczorem umawiam się z Krzarą na wyjazd. Rano pakuję rzeczy w plecak - nie da rady. Jeden kalosz wchodzi, drugi za nic nie chce się zmieścić. Dzwonię do Krzyśka- obiecuje zabrać jeden kalosz. Dobra nasza. Jedziemy.
Krzysiek chce podejść do jaskini od strony Trzebniowa.
Widoczek z Trzebniowa. Drzewo wmurowane w ogrodzenie przypomina kapliczkę, przed nią znieruchomiał kamienny pokłon.
W drodze do jaskini trochę błądzimy, lecz to błądzenie to sama przyjemność. Jura w tych okolicach jest piękna, choć rzadziej odwiedzana.
To już góra Bukowie z charakterystycznym krzyżem, przy którym modlą się pustelnicy z pobliskiej Czatachowy. Nieco poniżej szczytu znajduje się nasza jaskinia.
Jest - wejście do Jaskini Trzebniowskiej. Z początku bardzo nawet obszerne.
Wkrótce robi się wąskie. Trzeba też wspiąć się nieco w śliskiej od błota szczelinie.
Ale już jest - jeziorko. Raczej miniaturka jeziorkowa. No cóż, może krasnale mogłyby po nim przejść. Nie szkodzi - pięknie jest.
Następne jeziorko. Jeszcze mniejsze.
Idziemy dalej. Jest jeszcze jedno ciekawe odgałęzienie.
Pola ryżowe (o ile się nie mylę).
Poobłamywane stalaktyty połyskują kropelkami wody.
Śpiący nietoperz.
Trzeba było trochę się poczołgać w ciasnym tunelu. A kalosze? Nie przydały się, ale miały fajną wycieczkę.
Kategoria wycieczka rowerowa

