wycieczka rowerowa
| Dystans całkowity: | 70948.95 km (w terenie 2851.00 km; 4.02%) |
| Czas w ruchu: | b.d. |
| Średnia prędkość: | b.d. |
| Liczba aktywności: | 1211 |
| Średnio na aktywność: | 58.59 km |
| Więcej statystyk | |
Myknąć obok Wilkołaka do zamku na wulkanie
-
DST
103.00km
-
Teren
10.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Ruszyłam. Najpierw przez las, potem szutrówką pięknie wijącą się wśród pól i pagórków.
W okolicy wiele tradycyjnych budynków podobnych temu, wiele także zrujnowanych budowli i pałaców.
Ta droga prowadzi na Wilków.
To już Wilkołak z rezerwatem geologicznym.
W Złotoryi zatrzymałam się dłużej, pozwiedzać, zjeść, odpocząć.
Zamek w Grodźcu. Pięknie położony, na wygasłym wulkanie, obecnie odrestaurowany częściowo, przystosowany do potrzeb turystycznych i filmowych.
Do zamku prowadzi kolejna, pięknie zacieniona alejka.
Powrót też w pobliżu Wilkołaka lecz nieco bardziej bocznymi drogami. Ta droga prowadzi do kamieniołomu, zamknięta dla turystów.
Taka pogoda towarzyszyła mi nie tylko tego dnia lecz przez cały pobyt.
Kategoria wycieczka rowerowa
Organy i Fudżijama
-
DST
68.00km
-
Teren
5.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Od rana piękna, letnia pogoda. A może by tak na lody?
Kiedyś lodówki były naprawdę solidne. Na zdjęciu lodownia dworska z Muchowa.
W Świerzawie przystanęłam przy zabytkowym kościele ze średniowiecznymi malowidłami wewnątrz. Niestety kościół był zamknięty.
Tu niewielka pozostałość po kościele św. Katarzyny. 
To już jeden z dwóch głównych celów dzisiejszej wycieczki - Organy Wielisławskie. W dawnym kamieniołomie odsłonięte są tzw porfiry, utworzone niegdyś przez magmę wulkaniczną wydostającą się na powierzchnię. Tutaj przybrały kształty słupów cztero- i pięciobocznych, przypominają piszczałki organów, stąd nazwa.
Jeszcze jedno ujęcie.
Pod kamieniołomem wije się urocza rzeczka, obok stary młyn, obecnie odnawiany dla celów turystycznych.
Na horyzoncie drugi dzisiejszy cel, to Ostrzyca, wygasły wulkan zwany Kaczawską Fudżijamą z powodu swego kształtu.
Teren na górze ładnie zagospodarowany - ławy, zadaszenia, na szczyt prowadzą bazaltowe schody.
Na szczycie góry nieoczekiwane spotkanie :)
Im też się tu podoba.
Wracając do domu postanowiłam jeszcze raz zatrzymać się przy Wielisławce i tym razem ruszyć na szczyt. To widoczek ze szczytu.
A to resztki średniowiecznego grodziska. Są tu również stare szyby, tunele, jaskinie prowadzące w głąb góry. Sama jednak nie miałabym odwagi zapuszczać się w takie miejsca.
Kategoria wycieczka rowerowa
Śladami Eli i Piotra
-
DST
75.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś rekonesans po okolicy, no i, koniecznie te zamki, które tak świetnie przedstawili Kajman i Niradhara na swoich blogach.
Zamek w Bolkowie.
Z zamku na ludzi patrzy się z góry.
Na pola też.
Po drodze w Bolkowie zaciekawił mnie ten budynek. 
To już następny zamek, Świny.
Trochę mroczny, skrywający zapewne niejedną tajemnicę.
A to aleja Lipowa przed kościołem w Lipie. Takich starych drzew i cudownie zacienionych dróg jest tu sporo. Miło się nimi jeździ, zwłaszcza w upał.
Kategoria wycieczka rowerowa
Na Pogórze Kaczawskie
-
DST
102.00km
-
Teren
5.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niradhara i Kajman niedawno tam byli. Zamieścili tak zachęcające opisy, że postanowiłam ruszyć w ich ślady. Oni zatrzymali się na kempingu w Bolkowie, mnie zależało na pojedynczym pokoju i taką ofertę znalazłam w pobliżu, w Nowej Wsi Wielkiej. Pociągiem dojechałam do Wrocławia i stamtąd rowerem skierowałam się na Bolków. To był błąd, trzeba było jechać na Jawor. Byłoby krócej, prościej, spokojniej, a tak musiałam kluczyć, żeby omijać bardzo ruchliwą "piątkę", trochę błądziłam, trochę władowałam się w jakieś dziury... Ogólnie jednak jechało się fajnie, jak zawsze, gdy droga jest nowa, jeszcze nieznana i pachnie przygodą. Im bliżej celu tym ładniej, tym spokojnie, no i, nie ma co ukrywać, tym bardziej pod górkę. Przed wieczorem byłam na miejscu. Już samo wejście zachęca powodzią żółtych kwiatów. 
Dalej jest równie miło. Trafiłam naprawdę w dziesiątkę.
Kategoria wycieczka rowerowa
Próba sił
-
DST
131.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dwa razy już robiliśmy objazd fragmentów Tera Orbity, został jeszcze jeden fragment, najdłuższy. Postanowiłam potraktować ten przejazd jako swego rodzaju test.
Z Częstochowy wyruszyliśmu z Gaberem.
Krzara z Gaberem przed maszyną do cięcia kamieni w Staromieściu.
W Lelowie testowaliśmy jedzenie w ulubionej knajpce. Ktoś nam podstawił piwo. A fe!
Mieliśmy między innymi sprawdzić objazd przez Kroczyce. Droga bardzo ładna lecz przewyższenia spore. Po dojeździe do Kroczyc uznałam, że mój sprawdzian zakończony - dwója. Zostawiłam obu panów, niech się męczą dalej, a sama wróciłam do moich motylków i takich tam...
...biedronek.
Dłuższy postój zrobiłam przy źródełkach w Zaborzu. 
Jaki cudowny chłód bije od tej wody. Kamienie ułożyły się w naturalną mozaikę.
Rozkoszując się ochłodą podpatruję motyle niestrudzenie spijające nektar.
Czy one muszą przejechać 400km w jeden dzień? Nie muszą. Ja też nie.
Kategoria wycieczka rowerowa
Z Kominem, Jasna, Zegarowa, Psia
-
DST
63.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Strażnica w Ryczowie. Niedawno tędy przejeżdżałam. Wracam po raz kolejny.
Przed tygodniem byliśmy z Krzarą w Jaskini w Straszykowej Skale. Napotkani turyści spytali nas wtedy o drogę do Groty Żydowskiej. Zaintrygowało mnie to. W internecie odnalazłam potem dramatyczną historię Żydów ukrywających się w jaskiniach przed faszystowskim okupantem, a także lakoniczną informację o jaskiniach w Ryczowskim Regionie Skałkowym. Z wymienionych tam pięciu jaskiń udało mi się dotrzeć do informacji o Jaskini w Zamczysku, dostępnej z pomocą sprzętu alpinistycznego i o Jaskini z Kominem. Do tej drugiej postanowiliśmy dotrzeć.
Po drodze pachnące lipy, pachnące zioła na łąkach.
Udało mi się ustrzelić motylka. Tu z subtelnym rysunkiem na zamkniętych skrzydłach.
A tu ten sam motyl pokazuje swoją jaskrawość.
Oto wejście do Jaskini z Kominem. Nietrudno je przeoczyć.
Jaskinia z ciasnymi przejściami. Krzara ambitnie wciska się w każdą dziurę.
Po wyjściu z podziemnego świata ukwiecona łąka wydaje się rajskim ogrodem. Jedziemy w stronę Smolenia zwiedzać dalsze jaskinie.
To już Jaskinia Jasna w Zegarowych Skałach, z potężną kolumną pośrodku.
A tu niespodzianka- Jaskinia Zegarowa, która miała być zamknięta jednak jest dostępna.
Podziwiamy piękne formy. Jak to jest, że każda ze zwiedzanych jaskiń ma swój odrębny charakter, swój niepowtarzalny "styl"?
Kawałek na siodełku rowerowym i oto jeszcze jedna jaskinia - Psia. Wejście do niej znajduje się tuż przy schodach na Biśniku.
Ślisko, błotnisto...
W dole rozpadliny. Oj nie było łatwo, dobrze, że Krzysiek wspierał mnie na duchu i na ciele. Jakoś to przeżyłam.
Jeszcze fotka nacieków...
... i na koniec widok z czerwonego szlaku na Zegarowe Skały.
Oj, to był dzień bogaty we wrażenia!
Kategoria wycieczka rowerowa
Motylki i takie tam...
-
DST
42.00km
-
Teren
20.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Znów długi weekend mi nie wypalił, nie wzięłam nawet urlopu na jutro, po co?
Dziś jednak trzeba było skorzystać z wolnego dnia i ruszyć się, choćby po dobrze znanych dziurach. Piękna pogoda, zieleń, stworzenia boże fruwające i pełzające... Kolorowe i zwiewne
i takie bardziej pancerne,
kwiatki we wszystkich kolorach,
osty,
maki, mnóstwo innych rodzajów. Jechałam sobie radośnie, rozkoszując się widokami, zapachami, dźwiękami i powolnym, prawdziwie emeryckim tempem.
Zapomniałam, że zjazd z Przeprośnej Górki mnie nie lubi, wykonałam efektowny lot przez kierownicę zakończony drobnymi otarciami i potłuczeniami. Dobrze, że jechałam wolno. A może źle? Może gdybym nie hamowała zjechałabym bez przeszkód? Nie wiem, nie będę sprawdzać.
Skoro Przeprośna Górka to i Mstów. Na zdjęciu - ładnie zagospodarowany rynek.
Starannie zagospodarowano też teren wokół Skały Miłości. Wyłożone kamieniem wapiennym ścieżki, drewniane pomosty, miejsca widokowe, altany z ławeczkami, zadaszone miejsca do grillowania itp. No ładnie, owszem, ja jednak wolałam tak, jak było kiedyś (czy wszyscy starsi ludzie tak mają?) Były chaszcze, chwaściory, wąska, wydeptana ścieżka, lecz nie było "stonki", woni grilla, stosów śmieci i potłuczonych butelek...
Wracałam obok starych stodół, polnymi drogami, trochę kręcąc i wjeżdżając w te, których nie znałam.
Wycieczka krótka lecz miła.
Kategoria wycieczka rowerowa
Wycieczka z dzwoneczkami
-
DST
76.00km
-
Teren
20.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

To miała być wycieczka organizowana przez Jurassicproga z TJ/FJ jednak o poranku pogoda była tak zniechęcająca, że odpuściliśmy. Z upływem czasu trochę się rozpogodziło, zdecydowaliśmy wraz z Krzarą wybrać się do Jaskini w Straszykowej Górze, polecanej nam zresztą przez tegoż Jurassicproga. Do Zawiercia dojechaliśmy pociągiem.
W drodze na Straszykową Górę i potem przez cały dzień towarzyszyły nam dorodne fioletowe dzwonki i poziomkowe poletka.
Dużo było pięknego terenu- polne dróżki, pozarastane leśne ścieżki, czasem prowadziliśmy rowery.
Było też sporo ciekawych skałek, dziś wyludnionych zapewne ze względu na pogodę.
Nie było łatwo trafić do jaskini, jednak napotkany alpinista pomógł znaleźć właściwą drogę.
Wejście obszerne, pięknie usytuowane.
Początkowe partie jaskini są dość jasne, ze względu na dwa dodatkowe otwory.
Nieco dalej światło znów wpada przez niezbyt wysoki komin.
Korytarz jest długi, meandrujący, pięknie wyrzeźbiony wodą.
Trzeba było trochę się potaplać w błocie, lecz było warto...
...choćby dla oglądania pięknie uformowanych nacieków.
Po wyjściu z jaskini ruszyliśmy jeszcze do Smolenia, gdyż Krzara chciał mieć temat na swoją fotozagadkę.
Zajrzeliśmy też do Pilicy, zatrzymując się przy interesujących fortyfikacjach na tyłach pałacu.
Dalej przez Giebło, Skarżyce, Morsko dojechaliśmy do Myszkowa w ostatniej chwili chroniąc się na dworcu przed burzą i gwałtowną ulewą.
Wycieczka bardzo udana.
Kategoria wycieczka rowerowa
Różaneczniki przekwitają a drób robi się nachalny
-
DST
91.00km
-
Teren
20.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

W tym roku nie zdążyłam na kwitnienie różaneczników, wybrałam się dopiero dzisiaj. Zmian sporo. W rezerwacie "Brzoza" pamiętam kwitnące irysy syberyjskie, rechot żab, dzikie ptaki przelatujące w oddali... A dziś- stawy porośnięte nenufarami, ozdobne ptaki wodne podpływają w oczekiwaniu pokarmu...
Łyski przy brzegu.
Łabędź podpływa do pomostu.
Jak to? A gdzie przekąska?
To mi się nie podoba.
Nie tak miało być.
Różaneczniki przekwitły lecz wciąż pięknie pachną.
Liswarta płynie leniwie.
A w Blachowni kaczki szaleją.
Kategoria wycieczka rowerowa
Z Bugsem po okolicach Olesna
-
DST
73.00km
-
Teren
10.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Trasę wymyślił i poprowadził nas Boguś. Kilka drewnianych kościołów, trzy pałace, pomniki przyrody, zabytki Kluczborka i Olesna - było co zwiedzać. Droga wiodła spokojnymi asfaltami lub duktami leśnymi, można więc było odpocząć od miejskiego hałasu i smrodu spalin.
Podziwiamy interesującą bryłę kościoła w Łowoszowie.
Zabudowania przy pałacu w Wędryni.
Nareszcie miałam przyjemność osobiście poznać Abovo, przemiłą bikestatsowiczkę.
Były różne drobne ciekawostki, jak choćby ta malowana ławeczka.
Zwiedziliśmy co najmniej pięć, a może więcej, interesujących drewnianych kościołów.
Lato pieściło oczy bujnym rozkwitem roślin i kwiatów.
Zahaczyliśmy o ośrodek wypoczynkowy w Starym Olesnie, aż dziwne, że prawie pusty. A może warto byłoby tu przyjechać na weekend?
Kategoria wycieczka rowerowa

