anwi prowadzi tutaj blog rowerowy

Wpisy archiwalne w kategorii

wycieczka rowerowa

Dystans całkowity:70948.95 km (w terenie 2851.00 km; 4.02%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Liczba aktywności:1211
Średnio na aktywność:58.59 km
Więcej statystyk

Kierunek Olsztyn

  • DST 49.00km
  • Teren 15.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 20 maja 2012 | dodano: 20.05.2012


Na dziś miałam inne plany, ale co robić, gdy pogoda jest taka piękna? Zwyciężyła cykloza, w moim przypadku w wersji light, tzn bez napinki, jak to się teraz mówi. Kierunek Olsztyn.

Tego się nie spodziewałam. Duży, dorodny grzyb. Niestety, robaki były tu przede mną.

Dzisiaj w modzie są te kwiatki. Bodziszek czerwony (o ile się nie mylę).

Kwitną też łubiny.

Przy Lipówkach jak na parkingu. Czy nie lepiej byłoby przejść się kawałek pieszo?

Podcięta Turnia świeci bielą w pełnym słońcu.

A to zamek widziany z Lipówek. Jakiś rowerzysta też tu jest. Może nawet znajomy? Jednak nie będę mu przeszkadzała. Jest tak ładnie, nic więcej nie trzeba.


Kategoria wycieczka rowerowa

Parchowatka

  • DST 89.00km
  • Teren 5.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 19 maja 2012 | dodano: 20.05.2012


Dziś zaczęliśmy od Poraja, gdyż tam Krzara startował w imprezie Polska Biega, ale o tym to już on sam napisze. Było zabawnie :)
Drugim celem było wzgórze Parchowatka koło Żarek. Krzysiek szukał tam bunkrów, a ja sposobu na miłe spędzenie czasu.

Po drodze zatrzymaliśmy się w Karczmie na drobny posiłek. Smalec do chleba był pyszny.

Parchowatka wyglądała pięknie. Kwitnące łąki i krzewy, białe skałki, intensywnie błękitne niebo. Nawet te bunkry specjalnie nie szpeciły krajobrazu, bo wkopano je w ziemię tak, żeby niewiele wystawało ponad powierzchnię.

Tych kwiatków było tam mnóstwo...

Ślimak w eleganckiej muszli, ale dlaczego wisi do góry nogami?

Ja swój cel zrealizowałam w stu procentach, Krzysiek swój w dziewięćdziesięciu.

Wracamy, Krzysiek po drodze wyszukuje kolejny bunkier. Ja czekam przy cmentarzu. Dwa drzewa obok siebie: jedno rozświetlone słońcem, drugie całe w cieniu.

Na koniec miłe spotkanie towarzyskie.
Czy te piwa to już mi się dwoją w oczach?


Kategoria wycieczka rowerowa

Bez planu

  • DST 86.00km
  • Teren 12.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 13 maja 2012 | dodano: 13.05.2012


Prognozy na dziś były niepewne, nie planowałam więc nic konkretnego.
Ruszyłam przez Mstów w stronę Świętej Anny. Z samego rana nawet załapałam się na trochę słońca. Potem, niestety, chmury i od czasu do czsu mniej lub bardziej drobny deszczyk. Do tego zimno.

W Kniei zrobiłam zdjęcie młyna i poszłam do smażalni na rybkę. Przed drzwiami rowery. Otwieram drzwi- znajomi. Miłe pogaduchy przy smacznym posiłku i dalej w drogę.

W Świętej Annie po raz pierwszy trafiam na otwarty kościół.

Bogato zdobione wnętrze.

Kolejny kościół - Św. Mikołaja w Komorowie. Mniej zdobień, za to ładna bryła i naturalna uroda wapiennych murów. Wolę takie budowle.

Za Julianką wjechałam w ścieżkę dydaktyczną, a przy niej taki oto kwiatek. Nie wiem, jak się nazywa.

Stawy Krasianów. Chwila przerwy.

Powrót przez Janów, Olsztyn, Srocko. Po drodze konwalie i znowu deszcz.


Kategoria wycieczka rowerowa

Białka

  • DST 100.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 6 maja 2012 | dodano: 07.05.2012


To ładna rzeka, wciąż się przewija w naszych rowerowych wycieczkach, trzeba będzie kiedyś zrobić trasę od źródeł Białki do jej ujścia do Krztyni.

Dziś jedziemy do Białej Błotnej, obejrzeć stary młyn i stawy. Po drodze mostek, a może raczej bród?

Młyn jest, ale to już podobno Wilków nie Biała Błotna. Nie szkodzi.

Są też stawy i łabędzica na gnieździe.

Dalej w stronę Siamoszyc, Młynów, i znów towarzyszy nam Białka.

Kaczeńców nie brakuje. W Zdowie dopytujemy się o źródła Białki. Okazuje się, że początkiem Białki jest znane nam już Źródło spod Skały.

A to już sanktuarium w Leśniowie. Nad wejściem ładna, choć zapewne współczesna, ikona.

Z drugiej strony bramy druga ikona. Napisy całe się nie zmieściły. Można sobie tekst dopowiedzieć :)
Krzysiek zostanie tu na mszy, a ja nieśpiesznie pojadę w stronę Czewki.

Stara willa obok sanktuarium. Byłam tu już nie raz lecz dotąd umykała mojej uwadze. Jednakże za każdym razem dostrzega się coś innego.

No, dobrze, wracam - tu lody, tam kwiatki, ówdzie koniki. Krzara dogonił mnie przed Olsztynem. No i miałam farta, bo akurat na wjeździe do Częstochowy złapałam kichę. Pan inżynier pomógł mi w tej opresji szybko i fachowo, dziękuję Krzysiu :)


Kategoria wycieczka rowerowa

Za Demą Krzary

  • DST 138.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 5 maja 2012 | dodano: 07.05.2012

Krzysiek dopracowuje przebieg Peta Orbity, przy okazji chciał odwiedzić rodzinne strony. Czemu nie? W towarzystwie jedzie się miło, zwłaszcza jeśli to "towarzystwo" wiezie wspólne bagaże i bierze na siebie trudy nawigacji ;)

Pogoda prawdziwie rowerowa. Nie za ciepło, nie za zimno, delikatny wietrzyk, bez deszczu, no i te cudne, wiosenne okoliczności przyrody! Fajnie się jechało.
W Wancerzowie zwróciły moją uwagę ceglane półkolumny w tle krzyża. Ładne, jakoś dotąd ich nie zauważyłam.

W Garnku zatrzymał mnie widok pasącego się stada danieli.

Jeden z nich śmiało podszedł do ogrodzenia.

Gdy tylko się poruszyłam, stado zrywało się do ucieczki, lecz on stał spokojnie. Ta jego odwaga uspokajała pozostałe daniele i zawracały, choć nie tak blisko, jak on.

No to jeszcze jedna fotka i do zobaczenia danielku :)

W Maluszynie dłuższy postój. Stąd pochodzi rodzina Krzyśka. Odwiedzamy cmentarz. Po raz pierwszy widzimy otwartą kaplicę.

Warto zajrzeć. W absydzie malowidło przedstawiające zapewne świętą Annę. Poprawka: świętą Barbarę.

A to cmentarz w w Kurzelowie z zabytkową drewnianą kaplicą. Podobno są tutaj groby dalszej rodziny Krzyśka. Chodzimy po cmentarzu i szukamy, niestety - bez skutku.

Między Szczekocinami i Zawadą znajdujemy zajazd. Niedrogi. Zajmujemy dwa pokoiki i zajadamy się pyszną jajecznicą z prawdziwych, swojskich jaj.


Kategoria wycieczka rowerowa

Jabłonie, kwitnące jabłonie

  • DST 37.00km
  • Teren 5.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 3 maja 2012 | dodano: 03.05.2012


Trzeba sprawdzić, czy kwitną. Jeśli jabłonie, to do Mstowa.

Kwitną. Pszczółki zapylają. Będą jabłka :)

Położyć się w sadzie na trawie... Motyle wkoło fruwają. Białe, jak płatki kwiatów jabłoni. Po drodze spłoszyłam dwa bażanty.

Kwiatów zatrzęsienie.

Z Mstowa ruszyłam na Olsztyn przez Małusy. Błękitne niebo miejscami zasnuło się ciemnymi chmurami, zaczęło grzmieć i błyskać. Zmieniłam więc kierunek na domek. Gdy już dotarłam na miejsce trochę popadało. Nie był to groźny deszcz, można było pojeździć dłużej, ale taka mądra to jestem dopiero teraz :(


Kategoria wycieczka rowerowa

Pod wiatr

  • DST 70.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 29 kwietnia 2012 | dodano: 30.04.2012


Najpierw kościółek w Gaszynie. Kościółek piękny z wieloma siedemnastowiecznymi zabytkami i parafia znana w okolicy z organizowania Gaszyńskich Majówek. Krzara wybiera się na tę imprezę więc ją z pewnością opisze.
Nasz miły gospodarz podjął się roli przewodnika. Ten dzień miał być przeznaczony na nieśpieszne zwiedzanie okolic Wielunia. W efekcie niezwykle silnego i uparcie wiejącego w twarz wiatru wypoczynkowy program zamienił się w walkę o każdy kilometr. (Przynajmniej dla mnie). O tempie w jakim się poruszałam lepiej nie wspominać. Żeby nie było zbyt lekko, dokuczał też upał i spalona słońcem skóra.

Muzeum Wnętrz Dworskich w Ożarowie. Byłam tu już kiedyś lecz muzeum było zamknięte. Tym razem udało się je zwiedzić. Świetna sprawa - można się poczuć jak w zamieszkałym, żywym dworze.

Za dworem tarasowo ułożone stawy rybne.

Mlecze nad stawem. Po wierzbie w głębi widać, jaki wiatr nam towarzyszył.

Obiad w Byczynie w Karczmie "Spichlerz". Posiłek smaczny, niedrogi i ładnie podany. Miejsce godne polecenia.

Z okna karczmy widok na średniowieczne mury obronne.
Po obiedzie stwierdziłam, że pora mi gnać do Kluczborka na pociąg, Krzara został dłużej porobić zdjęcia. Szczęśliwie udało się złapać połączenie z Czewką. Powrót rowerem w tych warunkach byłby zabójczy.


Kategoria wycieczka rowerowa

Z wiatrem

  • DST 166.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 28 kwietnia 2012 | dodano: 30.04.2012


Zaczyna się baaardzo długi weekend. Dla mnie jednak nie tak bardzo długi. Niestety, nie mogłam wziąć urlopu. Trzeba było powściągnąć apetyt na dalszy wyjazd turystyczny. W zamian w ostatniej chwili uzgodniliśmy z Krzarą objazd fragmentu kolejnej Orbity. Ruszyliśmy jak wariaci, bez zaplanowanego noclegu, bez namiotu, Krzara postawił na naszych rowerowych przyjaciół. Rzeczywiście, można na nich polegać, i Ola (Aleksandrass) i Krzysiek z Gaszyna okazali się bardzo pomocni.
Skorzystaliśmy ze staropolskiej gościnności Krzyśka i jego bliskich.

Zjawiliśmy się brudni i upoceni po długiej trasie, a gospodarz- jak widać - elegancki, po rocznicowej mszy w kościele.

Gdy zobaczyliśmy dom Krzyśka, to nas zatkało.

Ogród pełen urokliwych zakątków.

Stawy, sad, stare zabudowania... Jest co podziwiać. Nie to najważniejsze, najważniejsi są ludzie - mądrzy, ciepli, serdeczni. Dziękuję za wspaniałą gościnę!


Kategoria wycieczka rowerowa

Źródło- Szczelina

  • DST 116.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 22 kwietnia 2012 | dodano: 23.04.2012


O istnieniu tej jaskini dowiedziałam się z nieocenionego Jurajskiego Forum Dyskusyjnego. Jaskinia ciekawa, mało znana i będąca ewenementem na Jurze.
Gdy powiedziałam o niej Krzyśkowi zapalił się do niej bardziej nawet, niż ja. Zakupił niezbędne dla jej penetracji kalosze, zamocował na rower bagażnik i sakwy (za czym nie przepada) i dał się namówić na wyjazd o nieco wcześniejszej porze niż zwykle, bo o 8.30 (za czym tym bardziej nie przepada).
Rano pogoda śliczna, ptaki świergolą jak oszalałe, niebo bez jednej chmurki, jedzie mi się świetnie na wąskich oponkach świeżo dopompowanych (czy muszę dodawać przez kogo?). Bajka. Po drodze spotykamy mnóstwo rowerzystów. Wielu z nich jedzie na zawody do Janowa. Spotykamy też przemiłego znajomego - Zbyszka i jego kolegę - Piotrka. Od słowa do słowa, okazuje się, że oni także interesują się jaskiniami. Zaproponowali, że pokażą nam otwory jaskiń: Wiernej i Wiercicy. Z ochotą przystaliśmy na to i pojechaliśmy do Ostrężnika. Ciekawe zwiedzanie, które z pewnością będzie miało ciąg dalszy.

Zbyszek i Piotrek przy otworze jaskini.
Trzeba było jednak rozstać się z miłymi towarzyszami, żeby zrealizować swój cel.

Jaskinia Szczelina- Źródło mieści się w Lelowie. Wody z niej wypływające zasilają rzekę Białkę. Przed wejściem błotnisty teren bogaty we florę i faunę. Gdy kątem oka dostrzegłam żabę, rzecz jasna ruszyłam za nią z aparatem. Niestety błoto okazało się zdradliwe i wciągnęło mi nogę powyżej kalosza. Szczęśliwie druga noga znalazła jakieś podparcie i udało mi się zaraz wygramolić. No, ale zostałam z kaloszem pełnym błota :D :D :D

Opłukałam nogę, kalosza, skarpetę i nieco zmokła ruszyłam z powrotem do jaskini.

W korytarzach jaskini płynie czysta, źródlana woda, mącona jedynie naszymi krokami.

Jaskinia zbudowana z piasków, na ścianach widać kolejne warstwy, niektóre zabarwione na czerwono, zapewne związkami żelaza.

Wewnątrz ze zdziwieniem natykam się na nietoperza. Przecież to już wiosna, a u wylotu jaskini mnóstwo owadów. Jakiś leniuch? Mała "sesja fotograficzna" nie robi na nim żadnego wrażenia.

Dalsza część korytarza jest wąska, a ja nie mam ciuchów na zmianę. Zostawiam ją więc Krzarze, a sama ruszam w stronę światła. Po wyjściu widzę, że zaczynają dziać się niepokojące rzeczy: jakiś przelotny deszczyk, dalekie odgłosy burzy, szare niebo. Gdy Krzysiek wychodzi, nad nami wisi już czarna chmura. Postanawiamy przeczekać pod podcieniami w rynku. Po dziesięciominutowym deszczu przejaśnia się. Ruszamy. Ujechaliśmy ze trzy kilometry, znowu pada. Chowamy się pod wiatą. To już ulewa. Po półgodzinnym oczekiwaniu znów się przejaśnia i znów ruszamy. No tym razem, to nas dopada naprawdę- leje jak z cebra, a my bez możliwości schronienia. Wkrótce robi mi się wszystko jedno, dopóki deszcz i bryzgi wody spod kół nie sprawiają, że przestaję widzieć po czym jadę, a więc znów jakaś wiata i przeczekiwanie najbardziej gwałtownych opadów. Jednak w mokrych ciuchach zimno, lepiej więc jechać. Za Janowem coraz ładniej, im bliżej Czewki tym bardziej sucho, od Olsztyna nawet śladu kałuż.
A teraz aspirynka, ciepły, suchy domek i wspominanie niedawnej przygody :)


Kategoria wycieczka rowerowa

Do Sygontki na pstrąga

  • DST 76.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 15 kwietnia 2012 | dodano: 15.04.2012

Pogoda zapowiadała się niezbyt ciekawie, jednak głupio uczepiłam się tej odrobiny nadziei, jaką dawała prognoza na Meteo. To był błąd.

Najpierw była delikatna mżawka.

Potem krople deszczu zrobiły się większe i było ich też coraz więcej.

Po drodze dużo kwiatów, głównie zawilce, przylaszczki i podbiały, jednak prawie wszystkie miały stulone płatki. Deszcz nie przeszkadzał kaczeńcom. Widać, że lubią wilgoć.

Z czasem kropli tylko przybywało.

Dotarliśmy jakoś na miejsce. Pstrąg był, smaczny i świeży, zaczął jednak dopominać się o Żywca. Ja mu tłumaczę, że rowerzystom nie wolno, że sok pomidorowy też pasuje, a on swoje... I co tu z taką rybą począć?


Kategoria wycieczka rowerowa