anwi prowadzi tutaj blog rowerowy

Wpisy archiwalne w kategorii

wycieczka rowerowa

Dystans całkowity:70948.95 km (w terenie 2851.00 km; 4.02%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Liczba aktywności:1211
Średnio na aktywność:58.59 km
Więcej statystyk

Super warun

  • DST 49.00km
  • Teren 30.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 20 października 2012 | dodano: 23.10.2012

W czwartek Grzesiek zadzwonił z propozycją wyjazdu pod Kraków na sobotę. Prognozy pogody wspaniałe, jak tu nie skorzystać.

Pojechaliśmy do Sąspowa samochodem i rowerami najpierw pod Pieskową Skałę, potem rozdzieliliśmy się i każde z nas realizowało swój program. Ja pojechałam bez planu, gdzie oczy poniosą.

Najpierw w Dolinę Prądnika, póki jeszcze nie zaleją jej tłumy turystów. Poranne mgły zalegały nad łąkami.

Wdrapałam się na taras widokowy, z którego można popatrzeć na Ojców z góry i dowiedzieć się, co jak się nazywa.

Stawy hodowlane.

Ciekawy budynek. To Jonaszówka?

Pokręciłam się jeszcze tu i ówdzie i ruszyłam w stronę Doliny Kluczwody.

Na polanie biwak grupy młodych rowerzystów.

Wody tu nie brak, ani błota, lecz może trochę mniej niż zazwyczaj.

Dużo tu ciekawych skał i jaskiń. To prawdopodobnie Guckowa Baszta. Trzeba będzie kiedyś przyjechać na dłużej.

Z Doliny Kluczwody ruszyłam w stronę Bramy Bolechowickiej. Pod zadaszeniem na punkcie widokowym zjadłam kanapki i ruszyłam dalej.

Wjechałam na nieznane mi dotąd szlaki, kierując się "na nosa" w stronę Doliny Będkowskiej.

W pewnym momencie ścieżka się skończyła, na stromym zboczu wąwozu. Jakoś rower sprowadziłam. Niestety, okazało się, że to już końcówka Doliny Będkowskiej. Nie było sensu wracać się, więc udałam się w okolice Zawyjrzału, zwiedzić pobliskie skałki.

To Skała Grodzisko, kiedyś uznawana za najwyższe miejsce na Jurze.

Najwyższa, czy nie, jest tu trochę ładnych ostańców.

Trzeba było już zbierać się do samochodu. Po drodze do Sąspowa jeszcze na chwilę zatrzymała mnie uliczka ptasich domków. Ciekawe, czy są zamieszkane?


Kategoria wycieczka rowerowa

Dzieżka pomarańczowa

  • DST 67.00km
  • Teren 20.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 14 października 2012 | dodano: 15.10.2012


W nocy trochę popadało. Ponieważ wczorajsze grzybobranie było bardzo miłe, choć niezbyt obfite, nabraliśmy ochoty na ciąg dalszy.

Tym razem pojechaliśmy z Krzyśkiem do Zaborza, w okolice piaskowni.
Na obrzeżach piaskowni niezwykle jaskrawe grzybki. To dzieżka pomarańczowa, grzyb jadalny, choć rzadko spożywany.

Ja też zostawiłam je tam, gdzie były. Niech rosną i zdobią las.
Nasze zdobycze znów okazały się niezbyt liczne lecz są - suszą się na kaloryferze i pachną :)


Kategoria wycieczka rowerowa

Jurajski Orzeł

  • DST 47.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 13 października 2012 | dodano: 14.10.2012


Dziś w planach zawody Krzyśka w Olsztynie, a przed nimi trochę kręcenia pedałami i trochę zbierania grzybów.

Rower czeka, ja szukam kozaków.

Może wiele grzybów nie znalazłam, ale jak miło było chodzić wśród tych brzózek :) Zresztą coś tam się uzbierało...

O 16 rozpoczynają się zawody NW. Jak Krzarze poszło, można przeczytać u niego na blogu. Co rzadko się zdarza wpis zrobił szybciej niż ja (kolejna życiówka ;)


Kategoria wycieczka rowerowa

Do lasu po spokój

  • DST 44.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 6 października 2012 | dodano: 07.10.2012


W pracy mam bardzo trudny, nerwowy okres, trzeba było więc skorzystać z pięknej pogody i pojechać do bylegdzie, żeby się odstresować.

Wybrałam się z Krzyśkiem, który jest zapalonym grzybiarzem, więc wycieczka przebiegała, a może raczej przystawała, przy różnych obiecujących zagajnikach.

Mnie zbieranie grzybów nie wychodzi tak dobrze jak jemu lecz lubię chodzić po lesie i szukać.

Na koniec wdrapaliśmy się na jedną z wielu hałd kopalnianych, które znajdują się w okolicy. Widoki z niej ciekawe, jednak poprzesłaniane drzewami, na zdjęciach trudno je ukazać, poprzestanę więc na fotce z jesiennymi liśćmi.


Kategoria wycieczka rowerowa

Pora na muchomora

  • DST 37.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 30 września 2012 | dodano: 01.10.2012

Tym razem pomysł wycieczki wyszedł od Krzyśka. Otóż wyszukał on na mapie jaskinię w okolicach Mstowa. Nazwa ładna: Jaskinia za Kaflarnią, położenie też zachęcające, no i obok wapiennik oraz skałki. Warto było to odszukać.
Po drodze trochę marudziliśmy...

a to w kamieniołomie, gdzie piękna pogoda i znakomita widoczność zachęcała do oglądania rozległych widoków

...a to w lesie, gdyż nocny deszcz sprawił, że wreszcie pojawiły się grzyby

co prawda najwięcej było takich jak na zdjęciu lecz tych nie nakrapianych też trochę udało się nazbierać.
W końcu dotarliśmy na górę Stróżnicę i rozpoczęliśmy poszukiwania naszej jaskini.

Wapiennik odnaleźliśmy szybko.

Z krwistoczerwoną paszczą.
Gorzej z jaskinią. Kręciliśmy się po wzgórzu ze dwie godziny co najmniej.

Dopiero, kiedy zrezygnowani wracaliśmy już do rowerów, Krzysiek znalazł zasypany ziemią i kawałkami styropianu otwór. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie Jaskinia za Kaflarnią. Czemu jednak otwór zasypany?
Wieczorem jeszcze wsiadłam na rower i pojechałam do Krzyśka, gdyż trzeba było udusić i pożreć naszą zdobycz (tę bez kropek).


Kategoria wycieczka rowerowa

Niezwykły świat rosiczek

  • DST 65.00km
  • Teren 15.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 23 września 2012 | dodano: 24.09.2012


Dziś wybrałam się do Kamyka, gdzie rozpoczynała się wycieczka z LGD "Zielony Wierzchołek Śląska". Organizatorzy po raz kolejny dowiedli, że potrafią pokazać coś nowego nawet tym osobom, które jeżdżą od lat i dobrze znają okolice Częstochowy.

Dla mnie czymś nowym było śródleśne uroczysko z grupą stawów hodowlanych.

W parku przyklasztornym w Kopcu co prawda byłam nie raz. Tym razem jednak jeden z księży salezjanów opowiadał nam o historii tego miejsca.

Teraz dopiero zrozumiałam ciekawe ukształtowanie terenu- otóż kiedyś był tu zamek z fosą, z wałami obronnymi...

Jednak największe wrażenie wywarło na mnie torfowisko w Dolinie Kocinki, gdzie po raz pierwszy w życiu mogłam obejrzeć rosiczki w naturalnych warunkach. Egzemplarze, które tam dostrzegłam były bardzo drobniutkie lecz o fascynującej urodzie.

Nie wiem, czy ta roślinka jest stulona, gdyż złapała owada, czy może po prostu więdnie z nastaniem jesieni. Będę tu zaglądała częściej.

Jest tu wygodny pomost, owady nie dokuczają zbytnio, nawet udało mi się skosztować trochę żurawin :)

Na koniec trafiliśmy na Folwark Consonni gdzie gospodarz uraczył nas interesującą opowieścią o swojej firmie i idei slow food oraz pysznym posiłkiem. W tym miejscu warto dodać, że było nas ponad sto osób :)


Kategoria wycieczka rowerowa

Brak zdecydowania

  • DST 53.00km
  • Teren 10.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 22 września 2012 | dodano: 22.09.2012

Będzie padało? Raczej tak, może jednak uda się ominąć mocniejsze opady?
A może nie będzie padało? Jechać, nie jechać? Tak się miotałam od wczoraj aż się zamotałam i rano nie mogłam zebrać się na czas. Wyjechałam z niejasnym planem, że może uda mi się dogonić grupę (KKTA) w Kaletach lub w Tarnowskich Górach. Gdy dojechałam do Starczy powiedziałam sobie... dość, to nie ma sensu. Zimno, mokro i do domu coraz dalej.
Zawróciłam do Hutek i stwierdziłam, że skoro już tu jestem to warto wjechać w las, bo lasy piękne w okolicy, a w międzyczasie może padać przestanie.

W lesie rzeczywiście jakby bardziej sucho. Warto sprawdzić, czy grzyby rosną.

Rosną, pewnie, że tak. Zwłaszcza te czerwone.

Liście też się czerwienią, kolorowo się robi. Pochodziłam trochę po lesie - buty przemokły. Jednak wracam. Po południu może być ładnie lecz już zdążyłam się wyziębić.
W domu poczułam gorąco, dreszcze, wzięłam więc dwie aspiryny i do łóżka.

Przespałam kilka godzin, teraz wstałam i znów mam dylemat: jechać jutro czy nie jechać?


Kategoria wycieczka rowerowa

Na Babią Górę

  • DST 65.00km
  • Teren 20.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 16 września 2012 | dodano: 17.09.2012

Ten sezon powoli lecz nieuchronnie przechyla się w stronę zimnych i krótkich dni oraz śliskich i grząskich nawierzchni warto byłoby więc ruszyć się gdzieś dalej niż do nieśmiertelnego Olsztyna czy Mstowa. Wspólne wyjazdy z Krzarą były w tym roku rzadkie i niedalekie. Zawsze decydowały względy zawodowe: albo zawody Nordic Walking, albo biegowe, albo rolkowe, a ja w związku z powyższym wciąż przeżywałam zawody (może nie miłosne, ale przynajmniej natury towarzyskiej). Tym razem względy zawodowe (te związane z pracą) uniemożliwiły realizację planów zawodowych (tych sportowych), na czym skorzystałam ja, zyskując towarzystwo na niedzielny wypad. Usłyszałam, że mam coś znaleźć, pod warunkiem, żeby było nie za daleko. Siadłam więc nad mapą i wymyśliłam - Babia Góra i pobliskie skałki. Powiedziałam o tym Krzyśkowi. Spojrzał na mapę i znalazł Babią Górę w okolicy. Lecz inną. Początkowo było to przyczyną nieporozumienia, wkrótce rzecz się wyjaśniła i trzeba było wybrać między jedną i drugą. Stanęło na mojej Babiej Górze, koło Przybynowa- raz, że ja też jestem baba, dwa, ze względu na skałki.

Po drodze spotykamy znajomych rowerzystów. Nie omieszkałam pochwalić się, że jadę na Babią Górę. Chyba im zaimponowałam ;)

Jechaliśmy dębowcówką, a potem zielonym szlakiem. Typowe jurajskie klimaty. Wciąż można tu znaleźć takie urokliwe chałupy i zabudowania gospodarcze.

Gdy znaleźliśmy się w pobliżu naszego celu teren zrobił się naprawdę dziki. Trzeba było już zejść z rowerów. Gęstwa kolczastych krzaków utrudniała dojście i przesłaniała widoki

Dotarliśmy do Mrowianki Większej. Ta skała warta była poniesionych trudów.

Ciekawe schronisko skalne.

I najciekawsze - jaskinia o której nigdzie nie ma informacji. Ślady w postaci świeżo usypanej ziemi, wiader itp świadczą o tym, że ktoś usiłuje poszerzyć jej korytarze. Tak byliśmy zadowoleni z naszego odkrycia, że zrezygnowaliśmy już z Babiej Góry. Nie ucieknie. Trzeba było wrócić do rowerów. Okazało się to wcale nie takie proste. Po dłuższym błądzeniu jednak się udało.
Na koniec fotka gałęzi jabłoni rosnącej przy skałce. Skąd ona tam się wzięła?


Kategoria wycieczka rowerowa

Ptaki gubią pióra

  • DST 47.00km
  • Teren 25.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 9 września 2012 | dodano: 10.09.2012


Może mi się zdaje, może to tylko kwestia nastroju, lecz wszędzie po drodze znajdowałam ptasie pióra.

Wczoraj pracowałam, odpuściłam więc wycieczkę z KKTA do Pławniowic. Dziś mogłam wybierać - wycieczkę z Bartexem do Przybynowa lub z Grześkiem do Ewiny. Odpuściłam jedno i drugie. Jestem zmęczona i zwyczajnie mi się nie chce.

Wyspałam się, odczekałam aż pogoda się poprawi i koło południa pojechałam wzdłuż Warty. Niski stan wody na Warcie, cała droga aż do mostu w Jaskrowie jest przejezdna, bez błota i kałuż.

Omijałam dziś asfalty, puściłam się w piaszczystą dróżkę aż na Sowie Kąty, a stamtąd dalej terenem wprost na krasowe jeziorko w Kusiętach. Rzadko tam jeżdżę, gdyż okolica jest mocno błotnista. Dziś jest wyjątkowo sucho. Samo to jeziorko i sąsiadujący z nim uwał stanowią ciekawy twór geologiczny (prawdopodobnie pod nimi istnieje rozległy system jaskiniowy), natomiast dla oka laika jest to niezbyt czytelne, zakryte bujną roślinnością.

Oczywiście przy jeziorku też piórka się znalazły.

Pajęcze nitki. Babie lato?

O Olsztyn oczywiście też zahaczyłam. Odnowiony rynek jest nijaki, bez klimatu, nazbyt rozległy. Może ludzie jakoś tę płaszczyznę zagospodarują i ożywią. Na razie jest kaszana.

Wracałam przez Góry Towarne. Słoneczna pogoda przyciągnęła tu wielu turystów.

Po drodze w mieście też ptasie pióra. Te znam - to gołębie.


Kategoria wycieczka rowerowa

Tu mnie jeszcze nie było

  • DST 109.00km
  • Teren 20.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 2 września 2012 | dodano: 04.09.2012

Owszem byłam w Wieluniu, byłam w okolicach Wielunia, lecz na północ od Wielunia jeszcze mnie nie widziano. Do dziś.
Trasę wymyślił Bugs. Grzesiek zawiózł nas samochodem do Wielunia, skąd rozpoczęliśmy rowerowanie.
Na trasie stara cukiernia i dwie gorzelnie.

Jedna w Czarnożyłach, a przy niej ciekawy budynek, przypomina bardziej mały dworek niż obiekt przemysłowy. Tu nieczynne, jedźmy dalej ;)

W Świątkowicach piękny dwór drewniany. Niestety, nie możemy go obejrzeć. Jedynie psie pyski zza bramy.

W Wieruszowie klasztor i kościół OO Paulinów.

Wnętrze robi wrażenie.

Pan Jezus Pięciorański.

Jeden z bocznych ołtarzy.

I jeszcze jeden.

Nadal Wieruszów - kościółek Św. Rocha.

Kościół w Łagiewnikach, jeden z wielu drewnianych kościółków oglądanych dziś na szlaku.

Ludowa rzeźba przy kościele w Wiktorowie.

Nie każdemu odpowiada pełna prostoty uroda drewnianych kościółków. Tutaj ktoś pracowicie stara się "upiększyć" zabytkową świątynię w Starym Ochędzynie.

Pałaców na trasie też kilka zwiedzaliśmy. Wspomnę najładniejszy (a przynajmniej obecnie w najlepszym stanie) w Sokolnikach. Teraz jest w nim hotel i restauracja.


Kategoria wycieczka rowerowa