wycieczka rowerowa
| Dystans całkowity: | 70948.95 km (w terenie 2851.00 km; 4.02%) |
| Czas w ruchu: | b.d. |
| Średnia prędkość: | b.d. |
| Liczba aktywności: | 1211 |
| Średnio na aktywność: | 58.59 km |
| Więcej statystyk | |
Z KKTA na górę Grojec
-
DST
120.00km
-
Teren
50.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Wystartowaliśmy z w Blachowni w kilka osób, dopiero po drodze dołączały do nas kolejne grupki. Część rowerzystów zrezygnowała z wyjazdu z powodu porannego deszczu. Niech żałują, wycieczka była super i pogoda również.
Po drodze spotykamy znajome - to lama BeSia i jej towarzyszka, koza.
Kolejny przystanek- pałac w Czarnym Lesie. Byłam tu niedawno, lecz tym razem dojeżdżaliśmy w znacznej części inną, ciekawą dla mnie trasą.
W pałacowym parku jest co podziwiać. Tym razem robię zdjęcia dwóm posągom. Dziewczyna z dzbanem.
Anioł i dziewczyna.
Krzysiek opowiada legendy związane z Górą Grojec.
Jedna z tych legend dotyczy kościoła w Lubszy. Kościół ten miał być wybudowany na górze Grojec. Budowniczowie napotkali jednak niezwykły opór. Cały materiał budowlany, który wciągali na górę, na drugi dzień znajdował się znów na dole. Doszli więc do wniosku, że to Pan Bóg sprzeciwia się stawianiu kościoła w miejscu, w którym uprzednio odbywały się kulty pogańskie.
Góra Grojec. To tutaj według legendy zamek zapadł się pod ziemię. Stało się to podobno w wyniku klątwy rzuconej przez matkę na nieposłuszną córkę, która zamiast wyjść za mąż zgodnie z wolą rodziców, potajemnie spotykała się z przystojnym koniuszym.
Są też inne legendy, wszystkie mroczne. Jest też mroczna karta sprzed II Wojny Światowej - odbywały się tutaj wiece Hitlerjugend.
W rezerwacie na Górze Grojec jest wiele starych drzew. Drzewa- pomniki przyrody będziemy też spotykać w drodze powrotnej.
Dziwnie skręcony pień sosny.
Wielka, spróchniała wierzba, z ławeczką w środku.
Dwustuletni klon jawor.
A to było niezamierzone - zabawny wynik potknięcia się na równej drodze.
Kategoria wycieczka rowerowa
Gminy: Popów i Opatów
-
DST
105.00km
-
Teren
12.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Kolejna wycieczka zorganizowana przez LGD "Zielony Wierzchołek Śląska".
Dzień upalny. Dobrze, że trasa prowadzi w pobliżu rzek - Liswarty i Opatówki.
Przeprawiamy się przez urokliwe kładki i mostki.
Krzara oczywiście musi zaryzykować przejazd po uginających się, wąskich deskach.
Zwiedzamy kamieniołom.
Sporo dziewięćsiłów kwitnie w tym roku.
Żarówa, niebo bezchmurne. Kręcący się wiatrak na Górze Opatowskiej daje nieco ochłody.
Jak zwykle na takich wycieczkach jest okazja spotkać znajomych i trochę pogawędzić.
Kategoria wycieczka rowerowa
Lama nie mieszka sama
-
DST
102.00km
-
Teren
20.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Lama mieszka z kozą.
Obie stroją głupie miny.
Obie są przesympatyczne.
Spotkaliśmy je objeżdżając z Krzarą planowaną trasę wycieczki z Bartexem. Będą kolejną, choć nieplanowaną atrakcją wraz z innymi zwierzakami z gospodarstw agroturystycznych.
Do zamierzonej trasy chcemy dołączyć pałac w Czarnym Lesie z pięknym parkiem i stawem.
Oczywiście Porajskiego Zalewu też nie można pominąć.
Krążyliśmy trochę po szlakach, szukając ciekawych i niezbyt trudnych ścieżek, sporo drogi nadłożyliśmy. Były też premie specjalne w postaci przydrożnych drzew ciężkich od śliwek i jabłek :)
Kategoria wycieczka rowerowa
Od kozy do wielbłąda
-
DST
75.00km
-
Teren
15.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Najpierw do Masłońskich, gdyż Krzysiek startuje tu z kijami.
Nieźle napierają! Przemek, Zbyszek... Gdzie Krzara? Tu go nie widać
lecz znów załapał się na pudło, w swojej kategorii drugie miejsce.
Po dekoracji jedziemy na pierogi ze znajomymi. W pierogarni "Maciejówka" powstał pomysł poprowadzenia wycieczki Bartexu szlakiem agroturystycznym: Maciejówka, Kozia Zagroda, U Strusia i prywatne ZOO Pod Skałką w Przybynowie. Dziś oglądamy atrakcje na tym szlaku.
Kozy są cudne.
Podchodzą same w oczekiwaniu na smakołyki.
Czochranie pewnie sprawia przyjemność.
U strusia też nam się podoba. Cisza, las, dużo miejsca, można tu się gościć i w trzydzieści osób.
W Przybynowie także ptaków nie brakuje.
Gołębie, pawie, ozdobne kury ...
Są też wietnamskie świnki.
Nawet wielbłąda można obejrzeć.
Szlak fajny, godny polecenia.
Kategoria wycieczka rowerowa, po mieście
Siedemdziesiątka na sześdziesiątkę
-
DST
70.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Krzysiek dziś ukończył kopę lat. W związku z tym zaprosił mnie na pstrąga do Sygontki, gdyż wyliczył sobie, że będzie to w sam raz sześćdziesiąt kilometrów.
Co do kilometrów trochę się pomylił, co do pstrąga nie - był pyszny.
Kategoria wycieczka rowerowa
Na pstr. do Pr.
-
DST
73.00km
-
Teren
10.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Tymoteuszko- zgadłaś- na pstrąga, jednak nie do Przystajni lecz do Prusicka.
Te pstrągi ze zdjęcia oglądałam już po jedzeniu. Może gdybym wcześniej patrzyła jak bidulki próbują wydostać się z sieci nie zdecydowałabym się na rybę.
Czy nie byłoby przyjemniej żywić się kwiatkami? Nie czuję się komfortowo ze swoją krwiożerczą naturą.
Tak, czy inaczej pstrąga zjadłam ze smakiem, a ponieważ nie chciało mi się jeszcze wracać pojechałam najpierw do Ważnych Młynów, bo lubię tam popatrzeć na Wartę, dalej do Ostrowów nad Okszą i do Kamyka. Niebo było mocno zachmurzone, nie chciało mi się nawet wyciągać aparatu.
Słońce się pokazało dopiero, gdy dotarłam do Kamyka. Tu zatrzymałam się godzinkę.
Oczywiście lody Consonni muszą tu być.
Są też pawilony z tradycyjnie przygotowywaną żywnością: gęsina, prażonki, chleb, placki owocowe, piwo niepasteryzowane itp itd.
Jedzeniu towarzyszy muzyka wykonywana na żywo, stare polskie przeboje w przyjaznym dla ucha wykonaniu i nawet niezłe nagłośnienie.
Sielskie klimaty tworzone w mniej, czy bardziej sztuczny sposób.
Przyjemne miejsce, zwłaszcza na rodzinny wypad z dziećmi.
Kategoria wycieczka rowerowa
Z KKTA do Borków Wielkich
-
DST
110.00km
-
Teren
50.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Wycieczka ciekawa, przemili ludzie, świetna pogoda, czego chcieć więcej?
Po drodze stara fajczarnia w miejscowości Zborowskie.
Budynek w bardzo złym stanie. Przez okno zaglądam do wnętrza - sypiący się piec.
To pałac w Wędzinie. Jest remontowany. Otrzymujemy zaproszenie: za rok na herbatę.
Przed pałacem ustawiono kwitnące oleandry.
Trasa wiedzie w znacznej części lasami, co jest miłe w taki upał jak dziś, nawet jeśli nawierzchnia nie najgładsza.
To już Borki Wielkie. Miejscowość nie taka znów wielka lecz jest w niej klasztor oraz dwa kościoły, obydwa bardzo ciekawe.
Najcenniejszy zabytek. Zesłanie Ducha Świętego, dzieło pochodzące ze szkoły Wita Stwosza.
Kategoria wycieczka rowerowa
Powrót z Kacwina
-
DST
41.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Jadę do Nowego Targu przez Łopusznę. Zatrzymuję się, żeby obejrzeć zespół dworski i kościół.
Dwór oglądam tylko z zewnątrz. I tak robi wrażenie.
Kościół wewnątrz piękny i z charakterem.
W Nowym Targu chciałam obejrzeć rynek, lecz jest w przebudowie. Ruch straszny, odechciało mi się zwiedzać. Zjadłam obiad i na pociąg. Następna przerwa w Krakowie. Tu trochę pojeździłam po Starym Mieście i wypiłam piwo w towarzystwie barana-muzykanta. Koniec wycieczki odtrąbiony.
Kategoria wycieczka rowerowa
Kacwin - dzień dziewiąty
-
DST
43.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Ciemne chmury w miejscu, gdzie powinny być Tatry nie wróżą nic dobrego.
Z rana pokręciłam trochę po Kacwinie, sfotografowałam wodospady na Kacwince, potem skierowałam się nad zalew.
Gdy dojechałam do jeziora deszcz już padał. Zjadłam lody, pomarudziłam i wybrałam się na zamek, którego jeszcze w środku nie zwiedzałam.
Rozpadało się nieźle.
Kto spał w tym łożu? Właściciele zamku się zmieniali, a może mebel trafił do ekspozycji z innego miejsca?
Tu przynajmniej widno, można się przyjrzeć eksponatom.
Lochy z obowiązkowym duchem.
Spojrzenie z góry na dziedziniec.
Widok na zaporę.
No i w międzyczasie się rozpogodziło. Jadę przez zaporę do Sromowic. Tam zostawię na dole rower i wybiorę się czerwonym szlakiem na przełęcz Trzy Kopce.
Szlak błotnisty, ślisko. Przez całą drogę wzwyż nie spotkałam ani jednej osoby. 
Spokój, las, góry.
Wracam do Kacwina. Tam, gdzie powinny być Tatry znów szare chmury.
Kategoria wycieczka rowerowa
Kacwin - dzień ósmy
-
DST
56.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Dziś ruszam na Sokolicę.
W Sromowcach Niżnych oglądam kościół drewniany.
I znów Drogą Pienińską do promu.
Prom przewiezie mnie na sam początek szlaku wiodącego na szczyt Sokolicy.
Schody, schody, schody i to już szczyt.
Można z góry popatrzeć na Dunajec.
Gdy zeszłam w dół i rozpoczęłam powrotną drogę rozpętała się burza z ulewnym deszczem. Przeczekałam pod daszkiem.
Znów tęcza pod koniec dnia. Potem przejażdżka na ciepły posiłek do Hajduka.
Kategoria wycieczka rowerowa

