wycieczka rowerowa
| Dystans całkowity: | 71851.95 km (w terenie 2851.00 km; 3.97%) |
| Czas w ruchu: | b.d. |
| Średnia prędkość: | b.d. |
| Liczba aktywności: | 1233 |
| Średnio na aktywność: | 58.27 km |
| Więcej statystyk | |
Źródło- Szczelina
-
DST
116.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

O istnieniu tej jaskini dowiedziałam się z nieocenionego Jurajskiego Forum Dyskusyjnego. Jaskinia ciekawa, mało znana i będąca ewenementem na Jurze.
Gdy powiedziałam o niej Krzyśkowi zapalił się do niej bardziej nawet, niż ja. Zakupił niezbędne dla jej penetracji kalosze, zamocował na rower bagażnik i sakwy (za czym nie przepada) i dał się namówić na wyjazd o nieco wcześniejszej porze niż zwykle, bo o 8.30 (za czym tym bardziej nie przepada).
Rano pogoda śliczna, ptaki świergolą jak oszalałe, niebo bez jednej chmurki, jedzie mi się świetnie na wąskich oponkach świeżo dopompowanych (czy muszę dodawać przez kogo?). Bajka. Po drodze spotykamy mnóstwo rowerzystów. Wielu z nich jedzie na zawody do Janowa. Spotykamy też przemiłego znajomego - Zbyszka i jego kolegę - Piotrka. Od słowa do słowa, okazuje się, że oni także interesują się jaskiniami. Zaproponowali, że pokażą nam otwory jaskiń: Wiernej i Wiercicy. Z ochotą przystaliśmy na to i pojechaliśmy do Ostrężnika. Ciekawe zwiedzanie, które z pewnością będzie miało ciąg dalszy.
Zbyszek i Piotrek przy otworze jaskini.
Trzeba było jednak rozstać się z miłymi towarzyszami, żeby zrealizować swój cel.
Jaskinia Szczelina- Źródło mieści się w Lelowie. Wody z niej wypływające zasilają rzekę Białkę. Przed wejściem błotnisty teren bogaty we florę i faunę. Gdy kątem oka dostrzegłam żabę, rzecz jasna ruszyłam za nią z aparatem. Niestety błoto okazało się zdradliwe i wciągnęło mi nogę powyżej kalosza. Szczęśliwie druga noga znalazła jakieś podparcie i udało mi się zaraz wygramolić. No, ale zostałam z kaloszem pełnym błota :D :D :D 
Opłukałam nogę, kalosza, skarpetę i nieco zmokła ruszyłam z powrotem do jaskini.
W korytarzach jaskini płynie czysta, źródlana woda, mącona jedynie naszymi krokami.
Jaskinia zbudowana z piasków, na ścianach widać kolejne warstwy, niektóre zabarwione na czerwono, zapewne związkami żelaza.
Wewnątrz ze zdziwieniem natykam się na nietoperza. Przecież to już wiosna, a u wylotu jaskini mnóstwo owadów. Jakiś leniuch? Mała "sesja fotograficzna" nie robi na nim żadnego wrażenia.
Dalsza część korytarza jest wąska, a ja nie mam ciuchów na zmianę. Zostawiam ją więc Krzarze, a sama ruszam w stronę światła. Po wyjściu widzę, że zaczynają dziać się niepokojące rzeczy: jakiś przelotny deszczyk, dalekie odgłosy burzy, szare niebo. Gdy Krzysiek wychodzi, nad nami wisi już czarna chmura. Postanawiamy przeczekać pod podcieniami w rynku. Po dziesięciominutowym deszczu przejaśnia się. Ruszamy. Ujechaliśmy ze trzy kilometry, znowu pada. Chowamy się pod wiatą. To już ulewa. Po półgodzinnym oczekiwaniu znów się przejaśnia i znów ruszamy. No tym razem, to nas dopada naprawdę- leje jak z cebra, a my bez możliwości schronienia. Wkrótce robi mi się wszystko jedno, dopóki deszcz i bryzgi wody spod kół nie sprawiają, że przestaję widzieć po czym jadę, a więc znów jakaś wiata i przeczekiwanie najbardziej gwałtownych opadów. Jednak w mokrych ciuchach zimno, lepiej więc jechać. Za Janowem coraz ładniej, im bliżej Czewki tym bardziej sucho, od Olsztyna nawet śladu kałuż.
A teraz aspirynka, ciepły, suchy domek i wspominanie niedawnej przygody :)
Kategoria wycieczka rowerowa
Do Sygontki na pstrąga
-
DST
76.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pogoda zapowiadała się niezbyt ciekawie, jednak głupio uczepiłam się tej odrobiny nadziei, jaką dawała prognoza na Meteo. To był błąd.
Najpierw była delikatna mżawka.
Potem krople deszczu zrobiły się większe i było ich też coraz więcej.
Po drodze dużo kwiatów, głównie zawilce, przylaszczki i podbiały, jednak prawie wszystkie miały stulone płatki. Deszcz nie przeszkadzał kaczeńcom. Widać, że lubią wilgoć.
Z czasem kropli tylko przybywało.
Dotarliśmy jakoś na miejsce. Pstrąg był, smaczny i świeży, zaczął jednak dopominać się o Żywca. Ja mu tłumaczę, że rowerzystom nie wolno, że sok pomidorowy też pasuje, a on swoje... I co tu z taką rybą począć?
Kategoria wycieczka rowerowa
Zamiast Krakowa
-
DST
44.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Na Częstochowskim Forum Rowerowym od dłuższego czasu szykowała się wycieczka do Krakowa. Cieszyłam się na nią, bo i trasa piękna i towarzystwo świetne - miało być nas przeszło trzydzieści osób. Niestety, pogoda dzisiejsza nie zachęcała do odbycia dłuższej jazdy. Ja przynajmniej zrezygnowałam. Zimno, silny wiatr dmuchał w plecy ułatwiając jazdę, lecz zarazem wyziębiając krzyż i nery. Krzysiek też stracił entuzjazm do tego wyjazdu, gdyż w sobotę dość mocno wymarzł. Skończyło się na nieśmiertelnym Olsztynie i Górach Sokolich.
Śnieg trochę prószył, to znowu topniał.
Rozkwitłe przylaszczki dają radę.
Zamykają kielichy, ale chyba im to nie szkodzi.
Natomiast wawrzynek wilczełyko wygląda kiepsko.
Rozkwitają kolejne wiosenne kwiaty. Jak one się nazywają? Wiele razy spotykałam je na Jurze, niestety, nie znam ich nazwy.
Jeszcze zbliżenie. Może ktoś mi powie, co to za roślina?
Kategoria wycieczka rowerowa
Kwitną przylaszczki
-
DST
47.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Krótki wypad do Olsztyna i spacer po Sokolich Górach.
Dodaję kilka zdjęć:
Miejscami jest fioletowo.
Wystarczy niewielkie zagłębienie w skale, a już wyrasta pęk kwiatów.
Są wszędzie.
Nie przeszkadza im nieosłonięta, wysoka skała.
Jakieś łobuzy podgryzają co ładniejsze sztuki. To ślimaki?
W trawach, pod nogami, wszędzie - przylaszczki.
Kategoria wycieczka rowerowa
Szukamy bunkrów
-
DST
51.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Dziś z Krzarą wyruszyliśmy do Mstowa żeby zlokalizować kolejne bunkry. Ponieważ pogoda była śliczna jakoś tak wyszło, że do Mstowa pojechaliśmy przez Żuraw i Mokrzesz.
Na zdjęciu nowa studnia w Mokrzeszu. Z żurawiem (przez małe "ż").
Po drodze moją uwagę zwróciło piękne stadko indyków.
Wolały zapozować z tej strony.
Kolejny wiosenny kwiat do kolekcji. Kwitnie podbiał pod płotem. Gdy robiłam to zdjęcie nagle usłyszałam stroskane - "nic się pani nie stało?" Uświadomiłam sobie dopiero wtedy jak to wygląda: przewrócony rower przy drodze, a ja obok leżę w rowie. No cóż, podziękowałam za troskę, nie jest tak źle w narodzie z tą znieczulicą.
A oto pierwszy z poszukiwanych przez nas obiektów. Paskudztwo.
A ile się nachodziliśmy przez las i po polach, ile było przedzierania przez krzaczory, chwaściory! Całe nogi mam podrapane.
"Na betonie nic się nie rodzi...", pamiętam takie słowa starej piosenki. Czy rzeczywiście? Ja byłabym zadowolona gdyby te bunkry całkiem pozarastały. Wiem, wiem, to bezcenne ślady historii, o nieocenionej wartości dydaktycznej. No, dobrze, jeśli ktoś jest tym faktycznie zainteresowany zapraszam na blog Krzyśka: krzara.bikestats.pl
Kategoria wycieczka rowerowa
Wreszcie są! Przebiśniegi.
-
DST
101.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Wyruszyłam znów na wąskich oponach, bo chciałam przy okazji wykręcić pierwszą setkę w tym roku. Niestety tym razem Krzysiek nie wybrał się ze mną, musiał zostać przy chorym ojcu. Może jutro się uda?
Po drodze, w Złotym Potoku spotykam grupę rozpędzonych rowerzystów z jednym rodzynkiem, a może należałoby powiedzieć "z jedną rodzynką". To Edytka i koledzy z Częstochowskiego Forum Rowerowego.
A oto i przebiśniegi. Tak jak twierdził Matotr dopiero się przebiły. Wydaje mi się, że dość późno w tym roku. Wrzucam kilka fotek:
Tym razem przebijają się przez liście, nie przez śnieg.
Jakiś owad już się do nich dobiera.
Czyż nie są słodkie?
Po miłym spacerze wokół Wzgórza Ostrężnickiego udałam się jeszcze na małe co nieco do Karczmy w Żarkach. Byli tam też motocykliści, którzy już zaczęli swój sezon.
Wracając, kątem oka dostrzegłam charakterystyczny odcień fioletu. Przylaszczki, zaledwie dwie, ale już są. Za tydzień trzeba będzie znów wyruszyć, żeby się nimi nacieszyć.
Kiedy już dojeżdżałam do domu zatrzymał mnie przykry widok - groźny pożar w Parku Handlowym Warta. Gdy piszę te słowa akcja gaśnicza jeszcze trwa.
Kategoria wycieczka rowerowa
Wiosennie
-
DST
40.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pierwotnie miałam jechać do Ostrężnika, bo wiem, że kwitną tam przebiśniegi. Prognozy pogody odwiodły mnie od tego planu. Po części prognozy, a po części Krzara, który chciał drążyć temat bunkrów koło Mstowa. Niech będzie Mstów, lubię tę miejscowość i jej okolice.
Wybrałam się jak pańcia- na moich śliczniutkich, wąskich oponkach. Trochę nie pasowały do pozarastanych i błotnistych nadwarciańskich ścieżek, ale przecież terenu nie było dużo.
Kręcimy się wzdłuż Warty. Krzara szuka bunkrów, ja przejawów wiosny.
Coś się zieleni wśród suchych liści. To nie przebiśnieg.
Tym razem też nie przebiśniegi, ale przynajmniej prawdziwa zieleń wiosenna. Jak zwykle, najpierw pojawia się przy źródełkach.
Co krok napotykamy ślady działalności bobrów.
Bobry zrobiły tamę, ale ten stos śmieci, który się na niej zatrzymał to już nie ich sprawka.
Przebiśniegów znów nie znalazłam, tylko trochę zieleni przy źródłach, ale słońce i przyjemna temperatura to miła odmiana po nie tak dawnych mrozach. Pogoda była zgodna z prognozowaną - rano deszcz, potem silny wiatr. Dobrze, że nie zdecydowałam się na dłuższy dystans.
Kategoria wycieczka rowerowa
Jedyna lutowa
-
DST
43.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Silne mrozy, brak towarzystwa, trudny okres w pracy, to wszystko spowodowało, że luty był dla mnie niezbyt udany. Dziś wreszcie wycieczka. Jeszcze lód zmroził kałuże, wiatr trochę dokucza, ale już czuć wiosnę :) Zwykle o tej porze roku jeździłam do Olsztyna lub do Złotego Potoku. Zachciało mi się odmiany, wybór padł na okolice Mstowa. Namówić Krzarę nie było trudno. Jeśli tylko nie ma w planach jakichś zawodów, to na rower zwykle daje się skusić.
Poziom wody na Warcie dość wysoki, jak to na wiosnę.
Zrujnowany młyn widać z miejsca, gdzie zwykle zasłaniają go liście.
Wyobraźnia pracuje: jak tu kiedyś żyło się i pracowało?
Oglądamy zniszczone zabudowania. 
Ruszamy dalej szukając następnego mostu na Warcie. Po drodze mijamy charakterystyczną figurę Matki Boskiej pod krzyżem.
Ponownie trafiamy do Mstowa. Piękny amonit wbudowany w ścieżkę.
Obowiązkowa Skała Miłości.
Na zalewie jeszcze lód trzyma. Na brzegu przymarznięta do lodu gałązka z szyszkami.
Udany dzień. Mam nadzieję, że znów powróci ten ulubiony przeze mnie rytm cotygodniowych wycieczek.
Kategoria wycieczka rowerowa
Szopka olsztyńska
-
DST
44.00km
-
Teren
12.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Ostatnio na blogach Niradhary, Kajmana, Tymoteuszki oglądaliśmy ciekawe zdjęcia szopek. Trochę im tego z Krzarą pozazdrościliśmy i ruszyliśmy do Olsztyna, sfocić olsztyńską ruchomą szopkę. Na zdjęciu rozmawiam z jej twórcą, panem Janem Wiewiórem.
Szopka jest spora, zajmuje pół pokoju. 
Poza centralną sceną ze Świętą Rodziną, podobnie jak na obrazach Bruegela, można tu odnaleźć sporo scenek z codziennego życia, które mają także swoje znaczenia symboliczne.
Wśród nich znajduje się postać papieża.
Pan Wiewiór znany jest również jako twórca olsztyńskich aniołów. Oto jeden z nich, pod powałą sionki.
Na podwórzu są różne prace artysty, wśród nich święty Idzi, umieszczony w pniu lipy wypalonym przez piorun. Oczywiście w towarzystwie anioła.
Jest nawet jakąś hipiska z gitarą.
Nad wszystkim jednak czuwają anioły.
Kategoria wycieczka rowerowa
Powitanie Nowego Roku
-
DST
18.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Tę wycieczkę musiałam podzielić na dwie części: w 2011 i w 2012 roku.
Palimy zimne ognie witając Nowy Rok z sympatycznymi ludźmi, poznanymi tej nocy przed Jaskinią Towarną.
Jest wesoło i naprawdę miło, nasi nowo poznani znajomi jednak wcześniej wracają do Częstochowy.
My zostajemy w jaskini. Krzysiek urządza mini recital, grając kolędy na organkach.
Zwiedzamy głębsze części jaskini, gdzie nocują nietoperze.
My układamy się do snu w pobliżu wejścia, gdzie jest zimniej, lecz podłoże wygodne.
Rano sprzątamy jaskinię, pakujemy się na rowery
i do domu, wygrzać się w banalnym lecz dziś właściwie docenionym ciepełku.
Wszystkim zaglądającym życzę ZDROWIA, SZCZĘŚCIA I RADOSNEGO KRĘCENIA PEDAŁAMI W NOWYM, 2012 ROKU!
Kategoria wycieczka rowerowa

