Przymiarka do teraorbity
-
DST
200.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Była już mega-, giga-, teraz będzie teraorbita. Krzara obmyślił trasę, trzeba ją jeszcze sprawdzić. Dziś właśnie przejechaliśmy jej fragment.
Krzysiek, jak zwykle, zatrzymał się przy figurze swojego świętego patrona. Pewnie liczy na specjalne względy. Orbita zacznie się w Ostrołęce za miejscowością Strzelce Wielkie. Trasa, którą dziś zrobiliśmy wiodła przez Kleszczów, Gomienice, Kodrąb, Żytno, Koniecpol, Lelów. Droga przyjazna, bez podjazdów, kolein, dziur nie za wiele, ruch niewielki. Prawdopodobnie będzie to najłatwiejsza część trasy. Razem z dojazdem do Częstochowy wyszło równo 200 km, a gdzie drugie 200? Czarno to widzę. Przynajmniej jeśli chodzi o mój udział w tej imprezce.
Więcej szczegółów na temat teraorbity zamieścił Krzara na swoim blogu i na Częstochowskim Forum Rowerowym.
Dojazdy do pracy itp, zbiorczo z tygodnia
-
DST
54.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria po mieście
Kalosze
-
DST
93.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
W planach Jaskinia Trzebniowska. Wiele sobie po niej obiecuję, zwłaszcza pociągają mnie widziane wcześniej bajkowe zdjęcia jeziorka. W jeziorku brodziła jakaś dziewczyna w kombinezonie i kaloszach, Trudno - kombinezonu z dnia na dzień nie zdobędę, ale kalosze trzeba mieć. Wieczorem umawiam się z Krzarą na wyjazd. Rano pakuję rzeczy w plecak - nie da rady. Jeden kalosz wchodzi, drugi za nic nie chce się zmieścić. Dzwonię do Krzyśka- obiecuje zabrać jeden kalosz. Dobra nasza. Jedziemy.
Krzysiek chce podejść do jaskini od strony Trzebniowa.
Widoczek z Trzebniowa. Drzewo wmurowane w ogrodzenie przypomina kapliczkę, przed nią znieruchomiał kamienny pokłon.
W drodze do jaskini trochę błądzimy, lecz to błądzenie to sama przyjemność. Jura w tych okolicach jest piękna, choć rzadziej odwiedzana.
To już góra Bukowie z charakterystycznym krzyżem, przy którym modlą się pustelnicy z pobliskiej Czatachowy. Nieco poniżej szczytu znajduje się nasza jaskinia.
Jest - wejście do Jaskini Trzebniowskiej. Z początku bardzo nawet obszerne.
Wkrótce robi się wąskie. Trzeba też wspiąć się nieco w śliskiej od błota szczelinie.
Ale już jest - jeziorko. Raczej miniaturka jeziorkowa. No cóż, może krasnale mogłyby po nim przejść. Nie szkodzi - pięknie jest.
Następne jeziorko. Jeszcze mniejsze.
Idziemy dalej. Jest jeszcze jedno ciekawe odgałęzienie.
Pola ryżowe (o ile się nie mylę).
Poobłamywane stalaktyty połyskują kropelkami wody.
Śpiący nietoperz.
Trzeba było trochę się poczołgać w ciasnym tunelu. A kalosze? Nie przydały się, ale miały fajną wycieczkę.
Kategoria wycieczka rowerowa
Zbiorówka z tygodnia: praca itp.
-
DST
67.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria po mieście
Nacieszyć się wiosną.
-
DST
88.00km
-
Teren
8.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie miałam planu turystycznego ani żadnego innego celu poza tym, żeby wreszcie poczuć jak to miło, gdy jest ciepło, świeci słońce i cała przyroda budzi się do życia. Odwieczny, coroczny cud nastania wiosny.
Rozkwitają kwiaty.
Motyle zaczynają swój taniec.
Młode listki pojawiają się na krzewach.
Wokół źródełka już się zieleni.
Żółte gwiazdki.
Niebieskie gwiazdki. Białe, różowe, fioletowe. Oczy się cieszą, pachnie, ptaki świergolą, czego więcej trzeba do szczęścia?
Jednak była premia specjalna.
Krzara w rozmowie z miejscowym rowerzystą dowiedział się o istnieniu bobrowiska między Wancerzowem i Skrzydlowem. Oczywiście wybraliśmy się tam.
Miejsce pełne uroku. W innej porze roku pewnie mocno zarośnięte, teraz odkrywa swoje tajemnice.
Uwielbiam takie dzikie zakątki (o ile insekty nazbyt nie dają się we znaki).
Tu ewidentne ślady bobrów. Niestety, bateria w aparacie wyczerpała się, a było jeszcze sporo do sfocenia. Trzeba będzie tam wrócić.
Kategoria wycieczka rowerowa
Praca, po pracy, sobota w mieście
-
DST
32.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria po mieście
Praca, po mieście- zbiorówka
-
DST
51.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria po mieście
Meta Menardi
-
DST
93.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Najbardziej jadowity pająk w Polsce. Szczególnie upodobał sobie na siedlisko Jaskinię Cabanową w Górach Towarnych. I tam właśnie dziś wybraliśmy się razem z Krzarą. No, to jest wyzwanie!
Góry Towarne są niedaleko, a dzień dzisiejszy słoneczny, choć chłodny. Trzeba było więc trochę wydłużyć sobie trasę. Krzara znalazł dodatkowy cel - lokalizację Jaskini Kryształowej.
Oto wejście do Jaskini Kryształowej. Trochę ciasno, ale trzeba będzie się wcisnąć. Nie dziś.
Dziś w planie Cabanowa i te straszliwe pająki. 
Umyśliłam sobie, że przodem puszczę Krzarę, który może tłustym kąskiem nie jest, za to jest długi i pewnie minie trochę czasu zanim go pożrą. A ja cichcem, gdzieś boczkiem boczkiem przemknę się, na wszelki wypadek, jak białą flagą, wymachując tanim pisemkiem pornograficznym, żeby jasno dać im do zrozumienia, jak bardzo jestem niesmaczna.
Dla większej pewności nasunęłam kaptur na głowę i zamotałam się w szmatki, żeby żaden stawonóg nie dostał mi się za kołnierz.
Oto i on - Meta Menardi. Raczej - jeden z nich. Szybko przeciskamy się przez ciasny korytarz i docieramy do tej części jaskini, gdzie pająków nie ma, za to jest sporo pięknych nacieków wapiennych.
Trzewia ziemi. Te kamienne formy bardzo przypominają mi formy organiczne.

Podziwiamy bogactwo kształtów i kolorów, ciesząc się, że odkrywamy dla siebie nowy, podziemny wymiar znajomych miejsc.
To już wyjście z jaskini. Oboje jesteśmy cali i zdrowi. A przynajmniej tak nam się wydaje ;)
Kategoria wycieczka rowerowa
Zbiorczo z tygodnia: praca, kursy po mieście.
-
DST
75.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria po mieście
Nie chciało mi się
-
DST
47.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
To miała być dłuższa wycieczka. Jednak odpuściłam. Krzara umówił się z Sikorem, wiedziałam, że tempo będzie ostre, o wiele zbyt mocne dla mnie. Koło południa, gdy wyjrzało słońce, stwierdziłam, że jednak nie wysiedzę w domu i ruszyłam w stronę Olsztyna wypatrując po drodze, czy coś zielonego spod śniegu się nie przebija. Ledwo ruszyłam, dzwoni Krzysiek wracający już w stronę domu i umawiamy się w Olsztynie, w Barze Leśnym. Tam, jak zwykle, są rowerzyści, wśród nich znajomy Jacek, którego dotąd kojarzyłam nie z rowerem, lecz z biegówkami. Miła pogaducha i dalej w drogę. Niedaleko, w Góry Sokole. Warunki w terenie ciężkie, wracamy więc pod Biakło.
Tu zostawiamy rowery i spacerkiem pod szczyt.
Nie tracę nadziei i wciąż szukam śladów wiosny między skałkami.
Nawet zeszłoroczny koper napawa mnie jakąś otuchą.
Słońce to świeci, to chowa się za chmurami rzucając szare cienie na śnieg.
Wreszcie na skałkach znajdujemy coś żywego, ale czy to nowe przyrosty, czy takie przetrwały pod śniegiem - nie wiem.
Krokusy. Chciałabym móc napisać, że znalazłam je na zboczu. Niestety nie, były pod wiejskim płotem, pieczołowicie posadzone ludzką ręką, ale cóż, lepsza taka wiosna niż żadna.
Kategoria wycieczka rowerowa

