Po mieście, to tu, to ówdzie.
-
DST
32.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Z powodu pewnej smutnej uroczystości nie ruszyłam dziś za miasto. Pogoda jednak była taka piękna, że pokręciłam trochę po mieście, trochę załatwiając drobne zakupy, trochę dla przyjemności.
Zbiorczo z tygodnia: praca, zakupy.
-
DST
52.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria po mieście
Na łowy!
-
DST
114.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Oj, niedobrze, niedobrze - jojczyłam cały wieczór, gdy wyczytałam w necie, że Kajman upolował już całe stadko wróbli, a ja nic - zero. Trzeba było bezwzględnie spiąć się dzisiaj i ruszyć na polowanie. W polowaniu towarzyszył mi Nowy.
Dotąd nie miałam refleksu. Przyda się.
Długo trwało nim coś wytropiłam. Gdy zobaczyłam więc to, co powyżej ucieszyłam się i czym prędzej sfociłam, wątpiąc, czy coś bardziej wróblowatego uda mi się znaleźć. Jednak: żuraw też wróbel. Nieprawdaż?
Wkrótce spotkało mnie większe szczęście i za jednym zamachem ustrzeliłam trzy sztuki. Co prawda, jeden wróbel bez głowy, ale co tam, sztuka się liczy.
Niedługo pojawił się następny wróbel. Gatunku nie umiałam jednak zidentyfikować. Mam nadzieję, że pomoże mi w tym nasz znakomity wróblolog Kajman, a może któraś z nie mniej świetnych wróblolożek Niradhara lub Alistar?
Obok podobny osobnik.
I następny. Ten, to zapewne lider.
Myślę, że należy sformułować tezę, że wróble, tak jak nieszczęścia, chodzą stadami.
I znów przez długie kilometry nie napotykałam żadnej łownej zwierzyny. Dopiero w Kusiętach. Jest! I to nie byle jaki, bo patriotyczny - z jednym okiem czerwonym, a drugim białym.
I niedaleko, w Srocku, jakby potwierdzając moją teorię pojawił się kolejny, podobny osobnik.
Obok - następny. I jeszcze postać z parasolem, jak uosobienie tej troski i ochrony jaką powinniśmy otaczać nasze drogie wróble.
Ktoś mógłby może zarzucić mi, że wróble, które upolowałam są takie trochę sztywne, no, ale co miałam zrobić, skoro te mniej sztywne mi pouciekały. Dopiero w Częstochowie, na Warcie znalazły się takie, które chciały popozować.
I po co było jechać tyle kilometrów?.
Jak to po co - żeby oswoić Nowego.
Kategoria wycieczka rowerowa
Zbiorczo od początku marca: praca, sklepy.
-
DST
94.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
W tym tygodniu było sporo jazdy po sklepach, gdyż zamierzałam kupić rower. Dziś kupiłam i zrobiłam sobie małą jazdę próbną. Rower crossowy Authora Reflex. Jutro planuję na nim pojechać trochę dalej.
Kategoria po mieście
Ostatni dzień lutego. Praca, sklep.
-
DST
10.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria po mieście
Jaskinia Ludwinowska
-
DST
86.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Znak rozpoznawczy tej jaskini to potężny komin, wyglądający od wewnątrz jak jakaś budowla.
Żeby dostać się do niej, musieliśmy z Krzarą trochę się natrudzić, jednak okolica piękna i słońce też zaczęło nam przyświecać.
Tak wygląda główny otwór wejściowy. Obszerny, nie tak trudny do odnalezienia, jak to opisują w przewodnikach. Co prawda jest zima, więc zieleń nie przesłania widoku.
Ten sam otwór od wewnątrz.
W środku odkryłam ślady człowieka jaskiniowego ;)
Nawet trochę się pociorałam, drugie wyjście raczej ciasne.
Nie byłam dotąd w tym miejscu. Jeszcze tu wrócę. Wiele pięknych skałek i urokliwych ścieżek. Niestety, ścieżki wciąż zatarasowane drzewami połamanymi przez zeszłoroczny zamarzający deszcz. Może dlatego na śniegu nie widzieliśmy żadnych śladów butów. Jedynie zwierzęce łapki.
Kategoria wycieczka rowerowa
Pokibicować Krzyśkowi
-
DST
85.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Krzara wybrał się dziś na zawody biegowe do Lublińca. Pojechałam dla towarzystwa.
Częstochowa wystawiła wspaniałą reprezentację. Oto przesympatyczni "Zabiegani - Częstochowa"
Najlepszym spośród nich w tych zawodach okazał się być Damzac, nasz : bikestatsowicz. Wielkie brawa! W klasyfikacji ogólnej czwarty.
Krzarze też źle nie poszło. No, ale o tym to już on sam napisze.
Gwiazdą imprezy była jednak sarna, która wbiegła na stadion na ostatnim okrążeniu. Szkoda, że bez numeru startowego.
Kategoria wycieczka rowerowa
Do pracy, z tygodnia
-
DST
42.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria po mieście
Niedziela zakupowa
-
DST
14.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kategoria po mieście
Siedlecka Dupka
-
DST
68.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze

Nieraz zastanawiałam się skąd wzięła się taka "nieprzyzwoita" nazwa. Dopiero teraz, planując wycieczkę znalazłam wyjaśnienie. Otóż słowo dupka kiedyś oznaczało dziurę w ziemi. Nazwa pagórka "Dupka" pochodzi więc od jaskini, która się w nim mieści. Rowery zostawiliśmy więc na Dupce pod dupką.
A oto rzeczona jaskinia. Jest i legenda. Jak powszechnie wiadomo, pan Twardowski podpisał cyrograf z diabłem. Gdy przyszedł czas na wywiązanie się z umowy postanowił jednak uciec. Jego droga wiodła przez Siedlec i tam właśnie diabeł niemalże go dopadł, tak, że przed Twardowskim otworzyły się już bramy piekła, a piekielny ogień wypalił część ziemi. W ten sposób powstała Pustynia Siedlecka, a miejsce, w którym rozwarła się ziemia nazywa się Piekło. Teraz diabeł już był pewny swego. Usiadł na pobliskiej górce i tak się śmiał, że aż popierdywał z uciechy. Tak wypierdził dziurę w ziemi, zwaną Jaskinią na Dupce.
Wejście do jaskini było śliskie i zdradliwe, bo pod grubą warstwą liści nie było widać oblodzonych powierzchni, a w większości kamienie były ruchome i nie dawały podparcia. Z pomocą Krzary jednak zeszłam szczęśliwie.
Jazda rowerem trochę mnie zmęczyła, zwłaszcza, że długi czas jechałam na flaku, z przyjemnością więc pokrzepiłam się śniadaniem i gorącą herbatą od Krzyśka.
A tu ślady palców? Nawet pasują, tylko liczba się nie zgadza ;)
W głębi też podobne draperie. Tutaj przysiadła ćma.
Krzysiek wciskał się jeszcze w wąskie korytarze na końcu jaskini. To już sobie odpuściłam i ruszyłam z powrotem do góry.
Wyjść jest łatwiej, choć równie ślisko.
Podeszliśmy jeszcze od strony drugiego otworu.
Sople, standardowa dekoracja o tej porze roku.
A w głowie już kolejne jaskinie. Oj, zdaje się, połknęłam tego bakcyla.
Kategoria wycieczka rowerowa

