Bez planu


Prognozy na dziś były niepewne, nie planowałam więc nic konkretnego.
Ruszyłam przez Mstów w stronę Świętej Anny. Z samego rana nawet załapałam się na trochę słońca. Potem, niestety, chmury i od czasu do czsu mniej lub bardziej drobny deszczyk. Do tego zimno.

W Kniei zrobiłam zdjęcie młyna i poszłam do smażalni na rybkę. Przed drzwiami rowery. Otwieram drzwi- znajomi. Miłe pogaduchy przy smacznym posiłku i dalej w drogę.

W Świętej Annie po raz pierwszy trafiam na otwarty kościół.

Bogato zdobione wnętrze.

Kolejny kościół - Św. Mikołaja w Komorowie. Mniej zdobień, za to ładna bryła i naturalna uroda wapiennych murów. Wolę takie budowle.

Za Julianką wjechałam w ścieżkę dydaktyczną, a przy niej taki oto kwiatek. Nie wiem, jak się nazywa.

Stawy Krasianów. Chwila przerwy.

Powrót przez Janów, Olsztyn, Srocko. Po drodze konwalie i znowu deszcz.

tygodniowa drobnica

Białka


To ładna rzeka, wciąż się przewija w naszych rowerowych wycieczkach, trzeba będzie kiedyś zrobić trasę od źródeł Białki do jej ujścia do Krztyni.

Dziś jedziemy do Białej Błotnej, obejrzeć stary młyn i stawy. Po drodze mostek, a może raczej bród?

Młyn jest, ale to już podobno Wilków nie Biała Błotna. Nie szkodzi.

Są też stawy i łabędzica na gnieździe.

Dalej w stronę Siamoszyc, Młynów, i znów towarzyszy nam Białka.

Kaczeńców nie brakuje. W Zdowie dopytujemy się o źródła Białki. Okazuje się, że początkiem Białki jest znane nam już Źródło spod Skały.

A to już sanktuarium w Leśniowie. Nad wejściem ładna, choć zapewne współczesna, ikona.

Z drugiej strony bramy druga ikona. Napisy całe się nie zmieściły. Można sobie tekst dopowiedzieć :)
Krzysiek zostanie tu na mszy, a ja nieśpiesznie pojadę w stronę Czewki.

Stara willa obok sanktuarium. Byłam tu już nie raz lecz dotąd umykała mojej uwadze. Jednakże za każdym razem dostrzega się coś innego.

No, dobrze, wracam - tu lody, tam kwiatki, ówdzie koniki. Krzara dogonił mnie przed Olsztynem. No i miałam farta, bo akurat na wjeździe do Częstochowy złapałam kichę. Pan inżynier pomógł mi w tej opresji szybko i fachowo, dziękuję Krzysiu :)

Za Demą Krzary

Krzysiek dopracowuje przebieg Peta Orbity, przy okazji chciał odwiedzić rodzinne strony. Czemu nie? W towarzystwie jedzie się miło, zwłaszcza jeśli to "towarzystwo" wiezie wspólne bagaże i bierze na siebie trudy nawigacji ;)

Pogoda prawdziwie rowerowa. Nie za ciepło, nie za zimno, delikatny wietrzyk, bez deszczu, no i te cudne, wiosenne okoliczności przyrody! Fajnie się jechało.
W Wancerzowie zwróciły moją uwagę ceglane półkolumny w tle krzyża. Ładne, jakoś dotąd ich nie zauważyłam.

W Garnku zatrzymał mnie widok pasącego się stada danieli.

Jeden z nich śmiało podszedł do ogrodzenia.

Gdy tylko się poruszyłam, stado zrywało się do ucieczki, lecz on stał spokojnie. Ta jego odwaga uspokajała pozostałe daniele i zawracały, choć nie tak blisko, jak on.

No to jeszcze jedna fotka i do zobaczenia danielku :)

W Maluszynie dłuższy postój. Stąd pochodzi rodzina Krzyśka. Odwiedzamy cmentarz. Po raz pierwszy widzimy otwartą kaplicę.

Warto zajrzeć. W absydzie malowidło przedstawiające zapewne świętą Annę. Poprawka: świętą Barbarę.

A to cmentarz w w Kurzelowie z zabytkową drewnianą kaplicą. Podobno są tutaj groby dalszej rodziny Krzyśka. Chodzimy po cmentarzu i szukamy, niestety - bez skutku.

Między Szczekocinami i Zawadą znajdujemy zajazd. Niedrogi. Zajmujemy dwa pokoiki i zajadamy się pyszną jajecznicą z prawdziwych, swojskich jaj.

Praca, zakupy

Jabłonie, kwitnące jabłonie


Trzeba sprawdzić, czy kwitną. Jeśli jabłonie, to do Mstowa.

Kwitną. Pszczółki zapylają. Będą jabłka :)

Położyć się w sadzie na trawie... Motyle wkoło fruwają. Białe, jak płatki kwiatów jabłoni. Po drodze spłoszyłam dwa bażanty.

Kwiatów zatrzęsienie.

Z Mstowa ruszyłam na Olsztyn przez Małusy. Błękitne niebo miejscami zasnuło się ciemnymi chmurami, zaczęło grzmieć i błyskać. Zmieniłam więc kierunek na domek. Gdy już dotarłam na miejsce trochę popadało. Nie był to groźny deszcz, można było pojeździć dłużej, ale taka mądra to jestem dopiero teraz :(

Prace, zakupy